W pogoni za złudzeniami
 
Od autora

Dwudziesta rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych zainspirowała mnie do napisania tego opracowania, będącego próbą zapisania historii fastowskiej "Solidarności". Uznałem, że - z wielu powodów - należy taką próbę historycznego zapisu podjąć. Najważniejszy powód, to obowiązek wobec dziesiątków czy setek znanych mi z nazwiska fastowiaków, którzy część swojego życia poświęcili "Solidarności" i najczęściej są dzisiaj zupełnie zapomniani, a nawet odrzuceni na margines obecnej rzeczywistości społecznej. I kolejny powód - dwadzieścia lat to już taki okres, kiedy nie spisaną historię łatwo zastępują legendy, mity, uproszczenia. Zatem pora najwyższa pisać dopóki jest pamięć, a na piedestał nie weszli "nowi bohaterowie".

Serdecznie pragnę podziękować tym wszystkim, którzy w napisaniu tego opracowania pomogli. Przyjaciołom, uczestnikom tych wydarzeń, z którymi konsultowałem tę książeczkę: Grażynie Rynkiewicz, Czarkowi Nowakowskiemu, Witkowi Mierzwińskiemu, Mirkowi Zwitkowi, Bożennie Tefelskiej, Grześkowi Zalewskiemu i innym. Wnieśli oni szereg uzupełnień, ale - co najważniejsze - nikt z nich nie zarzucił nieprawdy. I to ośmiela mnie do opublikowania tych zapisków z historii fastowskiej "Solidarności".


Fasty - wprowadzenie

Fast, zakładu takiego, o którym jest ta książka już nie ma. Podzieliły los wielu polskich fabryk, tworzonych na inne czasy; nie wytrzymały próby kapitalizmu.
Był to największy zakład produkcyjny na Białostocczyźnie, siedemnaście hektarów hal pod dachem, gdzie każdy z wydziałów był większy od większości dużych fabryk, nie tylko białostockich. Zakład, który posiadał niemal wszystko ( nawet własną bocznicę kolejową i lokomotywy, ale również kilka ośrodków wczasowych ). O takich zakładach mówiło się - kombinat.
W Fastach - w opisywanych czasach -zatrudnionych było rocznie od czterech do ponad pięciu tysięcy pracowników (a bywało - wcześniej - że blisko siedem tysięcy). Fasty, niczym pompa, wysysały ludzi z wiosek Białostocczyzny i czyniły z nich mieszkańców Białegostoku. Jak wielka była skala tej ludzkiej migracji, niech świadczy ta liczba - blisko trzydzieści tysięcy ludzi zatrudnionych w blisko 50 letniej historii zakładu.
Dziś Fasty to kilka spółek, około tysiąca zatrudnionych, rozpaczliwa walka o przetrwanie. Niczym nie przypominają niegdysiejszego przemysłowego dinozaura. Uznałem za konieczne skreślenie tych kilku słów wprowadzenia, aby opisywaną przeze mnie historię fastowskiej "Solidarności" osadzić we właściwym kontekście. Bo przecież "Solidarność" została zrodzona - czy ktoś tego chce czy nie - w rzeczywistości PRL, ze wszystkimi tego systemu wadami i zaletami; tworzona ówczesną świadomością Polaków, w tym także tysięcy fastowiaków.


Jesień robotników

Strajk
W lipcu i sierpniu 1980 roku - w największych centrach przemysłowych - miały miejsce akcje strajkowe. Najbardziej znane, na Wybrzeżu i Śląsku, zakończyły się podpisaniem porozumień rządowych. Obok postulatów generalnych, głównie utworzenia niezależnych od CRZZ związków zawodowych, strajkujący zgłosili liczne inne postulaty, m.in. ekonomiczne. Ówczesna polityka propagandowa PZPR i rządu ze wszelkich sił próbowała dyskredytować ważność podpisanych porozumień. Stąd w świadomości społecznej powszechna była obawa, że podpisane porozumienia nie obejmą tych regionów, gdzie strajków nie było.
W regionie białostockim, w sierpniu, pierwsza zastrajkowała załoga Uchwytów. Na przełomie sierpnia i września stanęły kolejne zakłady.
W BZPB Fasty strajk rozpoczął się na wykończalni 4 września 1980 roku. Jego głównymi inicjatorami byli: Kazimierz Manicz, Cezary Nowakowski i Jan Wolski. Na zwołanym oddolnie otwartym zebraniu załogi przedstawili oni liczne postulaty socjalno płacowe. Głównym była podwyżka płac o 1000 złotych. 1/Przyp. aut. -str.12. Spośród postulatów społecznych - artykułowanych rzadko - wybijały się żądania wprowadzenia nauki religii do szkół oraz transmitowania mszy świętej w radio. Jednak na równi z pobudkami socjalno - ekonomicznymi, przyczyn fastowskiego strajku należy upatrywać również w motywach ambicjonalnych (honor i chęć pokazania, że największa załoga w Białymstoku powinna wykazać swoją siłę i więź ze strajkującymi w kraju).
We wspomnianych rozmowach dyrekcję reprezentował dyrektor do spraw produkcji Marian Sobczyk. Wobec odmowy realizacji głównych postulatów (trudno obecnie ustalić ich dokładną liczbę, bo ciągle dochodziły nowe - dopiero po utworzeniu Zakładowego Komitetu Strajkowego na liście zakładowych postulatów zapisano ich 17 ) załoga wykończalni rozpoczęła strajk ciągły. Do strajku kolejno przyłączały się inne wydziały. Na poszczególnych wydziałach na czele strajku stanęli:
Przędzalnia cienkoprzędna - Wanda Dyśko i Antoni Dymko;
Tkalnia kolorowa - Zenon Citko, Szczepan Fronc i Józef Łukaszewicz;
Tkalnia biała - Szymon Bielski i Józef Wróblewski;
Magazyny - Mirosław Piszczatowski;
Najsłabiej strajk przebiegał na przędzalni średnioprzędnej. Pracownicy działów głównego energetyka i mechanika strajkowali aktywnie w ramach wydziałów, które obsługiwali. W biurowcu nie było akcji strajkowej.
Przewodniczącym strajku wybrano czy raczej wyznaczono, jako, że nie było warunków do stosowania procedur demokratycznych - Kazimierza Manicza. Niemniej główną osobą, decydującą o wewnętrznej organizacji akcji strajkowej i jej radykalizmie, był Cezary Nowakowski. W trakcie strajku pojawiły się przywiezione z Gdańska, m.in. przez Henryka Koczota i Ryszarda Szczęsnego, pojedyncze ulotki. Kontakty ze strajkującymi załogami innych białostockich zakładów miały charakter bardziej prywatnych, rodzinno przyjacielskich znajomości, niż zorganizowanego działania.
Strajkującym brakło doświadczenia w prowadzeniu negocjacji. Było to słabością także później, w czasach legalnej działalności "Solidarności"; preferowano bowiem demokratyczne, z udziałem całych załóg zebrania z kierownictwem, w których nie sposób było utrzymać linię negocjacji, bowiem spontanicznie rodziły się nowe emocje i postulaty. Ponadto, stosowana skutecznie przez dyrekcję, taktyka przeciągania uzgodnień i ich decentralizowanie, poprzez przenoszenie rozstrzygnięć na rozmowy wydziałowe, sprawiła, że trwający do 8 września strajk przyniósł połowiczne rozstrzygnięcia. Dyrekcji udało się spowodować, że załogi poszczególnych wydziałów, oddziałów i zmian zaczęły zgłaszać coraz więcej, najczęściej mało istotnych postulatów. Oczywiście te drobne obiecywano załatwiać od ręki. Zakładowemu Komitetowi Strajkowemu utrudniało to negocjacje w sprawie głównych żądań płacowych.

Gazeta " Fasty" tak opisywała strajk
W czwartek (4 września - Przyp. aut.) zatrzymano maszyny na zmianie popołudniowej wykończalni. W piątek z rana do strajkujących dołączyli pracownicy farbiarni i tkalni kolorowej, a następnie pozostałych wydziałów produkcyjnych. Na wydziałach samorzutnie powstawały komitety strajkowe. W atmosferze napięcia, gorączkowo wysuwano postulaty, powiedzmy sobie szczerze, nie zawsze zasadne i przemyślane, a nieraz wskazujące na chęć osobistych rozgrywek. Jest to typowe dla atmosfery emocji i napięcia.
Początkowe rozmowy kierownictwa zakładu ze strajkującymi oraz perswazje, aby uruchomić maszyny, a następnie wysuwać postulaty, nie dawały rezultatu.
W międzyczasie wyłonił się Zakładowy Komitet Strajkowy, który powołał Milicję Robotniczą dla utrzymania porządku w zakładzie.2/Przyp. aut. - str.12. Z całą satysfakcja należy tu podkreślić, że porządek w zakładzie stał na wysokim poziomie. Zakładowy Komitet Strajkowy opracował 17 - punktowy program żądań, od spełnienia których uzależniał rozpoczęcie pracy.
W piątek odbyło się spotkanie kierownictwa z Komitetem Strajkowym... Uzgodnienie większości postulatów nie stwarzało trudności. Niektóre miały podobną treść jak postulaty rozwiązane przez komisje rządowe, ze strajkującymi Wybrzeża i Śląska. Największe trudności powstały przy rozwiązaniu punktu czwartego, dotyczącego podwyżki płac. Kierownictwo... gwarantowało podwyżkę pracownikom w granicach do 500 zł. Nie zadowoliło to strajkujących. Przeprowadzone konsultacje w Zjednoczeniu... potwierdziły stanowisko dyrekcji. Rozmowy zostały przerwane. Powracano do nich kilkakrotnie, w niedzielę i poniedziałek.
W poniedziałek Zakładowy Komitet Strajkowy zmienił treść spornego punktu (na zapis który znalazł się w treści porozumienia - Przyp. aut.). Ustalono, że postulat ten w trybie natychmiastowym zostanie przekazany do jednostki nadrzędnej, a nowo wybrana rada zakładowa będzie bieżąco informowana przez kierownictwo z uzgodnionych i podpisanych wniosków i postulatów.
W poniedziałek o godz. 15, po przekazaniu poszczególnym załogom treści zawartego porozumienia, strajk został zakończony...

W podpisanym porozumieniu znalazły się następujące postulaty:
1. Uznać Zakładowy Komitet Strajkowy za pełno prawnego gospodarza zakładu na okres strajku.
2. Rozpisanie nowych wyborów do oddziałowych rad związkowych do dnia 19 września.
3. Popieramy wszystkie postulaty wysunięte przez Komitety Strajkowe Wybrzeża i Śląska.
4. Zwiększyć wynagrodzenie:
  • za miesiąc wrzesień br. w grupie robotników, w porównaniu z miesiącem lipcem br., średnio o 500 zł przy porównywalnym czasie pracy... zakładając utrzymanie wydajności pracy oraz jakość na poziomie nie niższym niż w lipcu.
  • za miesiąc październik br. o dalsze 500 zł średnio w grupie robotników... (na warunkach jak wyżej - Przyp. aut.). Łączna podwyżka na przestrzeni miesięcy sierpnia, września i października winna wynieść 1000 zł średnio na 1 zatrudnionego robotnika. 3/Przyp. aut. - str.12.
    5. Zwiększyć dodatek za pracę na zmianie nocnej do 50 %, a popołudniowej do 30 %. 4/Przyp. aut. - str.12.
    6. Zwiększyć dodatek za pracę w warunkach szkodliwych dla zdrowia o 100 %.
    7. Zwiększyć dodatek za wysługę lat - stażowe - po 25 latach pracy na 25 %.
    8. Wszystkie postoje powstałe bez winy pracowników obsługujących maszyny płacić płacą średnią.5/ Przyp. aut. - str.13.

    Była także druga grupa postulatów, które w porozumieniu określono jako - "z proponowanym terminem realizacji".
    1. Zniesienie ze stanowisk pracowników zatrudnionych w biurze na etatach fizycznych do dnia 19.09.
    2. Zapewnić całodobową opiekę lekarską w przychodni przyzakładowej - termin do 19.09.
    3. Przydział paczek choinkowych dzieciom do lat 14.
    4. Traktować Białostocczyznę na równi z innymi regionami kraju pod względem płac, cen, zaopatrzenia i inwestycji.
    5. Wydział wykończalni podciągnąć pod przemysł chemiczny w skali kraju.
    6. Wprowadzić nauczanie religii w szkołach podstawowych.
    7. Wyrównać zasiłki rodzinne pracownikom zakładu wg. zasiłków pracowników SB i MO w terminie do 31.12.
    8. Zrealizować pozostałe postulaty wysunięte, przez pracowników poszczególnych wydziałów, Komitetowi Strajkowemu.
    9. Komitetowi Strajkowemu zapewnić całkowite bezpieczeństwo oraz nie wyciągać żadnych konsekwencji służbowych po zakończeniu strajku.

    Ogółem zgłoszono 612 postulatów. Czasem wręcz banalnych, a często wręcz personalnych donosów. Jako, że zamysłem tego opracowania jest bardziej przypomnienie historii, a nie odgrzebywanie dziś nie zrozumiałych spraw i problemów, pominę ich omawianie.
    Widocznymi przejawami zmian będących wynikiem strajku było:
  • Zepchnięcie do defensywy zakładowej organizacji PZPR. Zarówno w czasie strajku, jak też po jego zakończeniu, podczas rozmów nad realizacją postulatów, Komitet Zakładowy PZPR przestał być stroną. W negocjacjach z dyrekcją uczestniczyli jedynie przedstawiciele komitetów strajkowych, a później członkowie nowo wybranych władz związkowych. Niemniej bardzo wielu członków partii brało aktywny udział w strajku, a potem w budowaniu odnowionych związków branżowych.
  • Spontanicznie pojawiające się w wydziałach i oddziałach symbole religijne - krzyże. Były one zawieszane przez pracowników w czasie strajku i tuż po nim.
  • Zmiany personalne kierownictwa niektórych wydziałów. Były one wynikiem postulatów strajkujących.
    Jako ciekawostkę warto przypomnieć, że pozostałe ze zbiórki w czasie strajku pieniądze (11.040 zł) przewodniczący komitetu strajkowego Kazimierz Manicz przekazał dzieciom z Domu Dziecka nr 1.

    Dorastanie do Solidarności
    Mimo, że wśród postulatów przewijało się żądanie utworzenia niezależnych związków zawodowych, nie zostało ono wyartykułowane w sposób zdecydowany. Wydaje się, że zaważyły następujące powody: nieprzychylna propaganda; brak ludzi, którzy by mogli przekazać prawdziwą informację o powstających w Polsce wolnych związkach; wreszcie obawy, że istnienie dwóch związków w zakładzie będzie niekorzystne. W efekcie poprzestano na działaniu w kierunku radykalnych zmian dotychczasowego związku branżowego.
    Już 12 września 1980 roku odbyły się w Fastach wybory wszystkich szczebli związku, w wyniku których niemal wszyscy wybrani byli nowymi ludźmi, dotąd nie działającymi w związkach zawodowych. Przewodniczącym Rady Zakładowej wybrano Antoniego Chodorowskiego. 6/ Przyp. aut. - str.13. Sekretarzem Konferencji Samorządu Robotniczego wybrano również członka PZPR, redaktora gazety zakładowej - Jerzego Jamiołkowskiego. Do władz odnowionego związku weszła większość liderów strajkowych. Z bardziej znanych nie uczynili tego Cezary Nowakowski i Henryk Koczot, którzy publicznie głosili potrzebę tworzenia nowych Związków.
    W drugiej połowie września na wykończalni powstał komitet założycielski "Solidarności", którym kierował Cezary Nowakowski. Następnie powstał komitet założycielski na przędzalni cienkoprzędnej, kierowany przez Antoniego Dymko i tkalni kolorowej pod kierownictwem Zenona Citko. W przeciągu dwóch tygodni zebrano na listach podpisy około dwu tysięcy pracowników, chcących wstąpić do nowego Związku. Po przedstawieniu tych list dyrekcji - Cezary Nowakowski i Antoni Dymko (na przełomie września i października) zostali oddelegowani do pracy związkowej. Dyrekcja udostępniła im w zakładzie pokój z telefonem. Do 4 grudnia 1980 r. Cezary Nowakowski kierował "Solidarnością" w Fastach, a Antoni Dymko był jego zastępcą.
    Współpraca tworzącej się "Solidarności" z niedawno wybranymi władzami odnowionego związku branżowego układała się dobrze. I chociaż w Fastach nie istniały jeszcze oficjalne struktury "Solidarności" to 3 października w zakładzie miał miejsce strajk solidarnościowy (w ramach akcji ogólnopolskiej). Powodem było żądanie zarejestrowania "Solidarności". Strajk poparli - czynnie uczestnicząc - członkowie związku branżowego.
    22 października odbył się Ogólnopolski Zjazd Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Lekkiego. W obszernym wystąpieniu, w imieniu związkowców z Fast, Jerzy Jamiołkowski określił warunki jakie muszą spełnić te związki, aby sprostać oczekiwaniom takich załóg jak fastowska. Oświadczył - "jestem zobowiązany przekazać Zjazdowi stanowisko większości fastowiaków - pozostanie w naszym związku uzależniamy od tego, na ile stanie się on nową autentyczną organizacją, rzeczywiście reprezentującą ludzi pracy".
    Delegaci Fast, uczestniczący w Zjeździe ocenili, że nie przyniósł on oczekiwanych, radykalnych zmian. Taka informacja została przekazana załodze. Wspólnie -z tymi co już zbierali deklaracje - postanowiono razem tworzyć w Fastach NSZZ "Solidarność. Nawiązano w tym celu kontakt z MKZ. Powstały kolejne wydziałowe komitety założycielskie, na których czele stanęli: przędzalnia średnioprzędna - Stanisław Gorczyca, tkalnia biała - Józef Wróblewski, magazyny - Mirosław Piszczatowski. W ciągu niespełna tygodnia deklaracje wypełniło ponad trzy tysiące pracowników. Fastowską organizację zarejestrowano w MKZ w ostatnich dniach października 1980 roku.
    Już jako "Solidarność" wzięto udział w ogólnopolskiej akcji protestacyjnej "Solidarności" przemysłu lekkiego. 12 listopada 1980 roku Tymczasowa Łódzka Komisja Resortowa NSZZ "Solidarność" Przemysłu Lekkiego, działając z upoważnienia 171 załóg (do których dołączały kolejne), wezwała do gotowości strajkowej. Akcja protestacyjna, której widocznym wyrazem było wywieszenie flag i praca z biało czerwonymi opaskami, rozpoczęła się 13 listopada. Podjęły ją białostockie zakłady włókiennicze, w tym Fasty. Bezpośrednim powodem było negatywne stanowisko resortu w sprawie płac. Przedstawione włókniarzom tabele były zaprzeczeniem podpisanych na Wybrzeżu porozumień. Zaliczono bowiem przyznane w lipcu pieniądze jako wywalczoną podwyżkę. Wypłata 640 zł liczonych do sierpnia, a nie do czerwca, stało się ogólnopolskim żądaniem całego przemysłu lekkiego.
    Strajk w imieniu wszystkich zakładów prowadzony był w łódzkich zakładach im. Marchlewskiego. Czynny udział brali w nim wydelegowani przedstawiciele Fast: Cezary Nowakowski i Mirosław Piszczatowski. Ponadto, co jakiś czas, delegacje z Fast odwiedzały i wspomagały strajkujących.
    Ważnym wydarzeniem, które skonsolidowało fastowską "Solidarność", były obchody wydarzeń Grudnia 1970 roku na Wybrzeżu. Do Gdańska wyjechały dwa pełne autokary członków fastowskiej "Solidarności". Wrócili umocnieni. Ten kontakt z tysiącami innych bliskich ludzi, przeżycie atmosfery wspólnoty, był ważnym psychologicznym elementem budowania postawy i odwagi zakładowych działaczy. Wcześniej w listopadzie przeprowadzono wśród członków zbiórkę na budowę Pomnika Poległych Stoczniowców. Przekazano do Gdańska 10.000 zł.
    W listopadzie, do Solidarności było już zapisanych ponad 4300 osób (na ponad 5 tysięczną załogę). Przeprowadzano wybory mężów zaufania i komisji wydziałowych. 4 grudnia, z udziałem 126 wybranych delegatów, odbyło się Zakładowe Zebranie Delegatów NSZZ "Solidarność". Wybrano Komisję Zakładową i wszystkie pozostałe statutowe władze zakładowe. Tym samym rozpoczął się nowy ważny rozdział w życiu Związku.


    Przypisy autorskie:
    1/. Na fakt, że postulaty strajkowe miały głównie charakter ekonomiczny (zapewne w dużym stopniu) wpływ miała struktura zawodowa - olbrzymia przewaga kobiet (ponad 70 % zatrudnionych) i bardzo niski udział pracowników z wyższym i średnim wykształceniem. Decydujące znaczenie miał jednak fakt, że płace w przemyśle lekkim były w tamtym czasie o około 30 % niższe od przeciętnego wynagrodzenia w kraju.
    2/. W czasie strajku odpowiedzialnym za jej działanie był Witold Karcz.
    3/. W tym miejscu warto o komentarz: po pierwsze strajkujący domagali się podwyżek jedynie dla robotników. Było to widoczne także w innych postulatach. Stosunki pomiędzy robotnikami a "umysłowymi" były w Fastach złe, jednak geneza tego podziału zdecydowanie przekracza ramy tej broszury. I druga uwaga - widać też, ile uwarunkowań udało się wprowadzić dyrekcji do postulatu, który pierwotnie brzmiał - podwyżka 1000 zł...
    4/. Tu strajkującym również wystarczyła obietnica przesłania postulatu do ministerstwa, podobnie jak punktów 6 i 7.
    5/.Został zaakceptowany przez dyrekcję pod warunkiem, że będzie wykonywana praca zastępcza.
    6/. Członka PZPR, człowieka powszechnie szanowanego (m.in. był on więźniem politycznym w czasach stalinowskich). Te cechy potwierdził w przyszłości, kiedy kierując związkiem branżowym, a następnie będąc sekretarzem KZ PZPR, w stosunku do "Solidarności" zachowywał się bardzo przyzwoicie.


    Pierwsza Solidarność

    Budowanie Związku

    W skład wybranych wówczas władz związkowych weszli:
    Komisja Zakładowa: Jerzy Jamiołkowski - przewodniczący;7/Przyp. aut. - str. 47 Cezary Nowakowski - wiceprzewodniczący ds. interwencyjnych; Wanda Dyśko - wiceprzewodnicząca ds. socjalnych; Lucjan Piwowarski - wiceprzewodniczący ds. warunków pracy i bhp. Członkowie: Janina Ambrożewicz, Jadwiga Bakun, Kazimierz Broś, Zenon Citko, Genowefa Chorko, Andrzej Fiłończuk, Mirosław Jakimowicz, Henryk Karpowicz, Henryk Kozłowski, Edward Makarewicz, Kazimierz Manicz, Stanisława Nowakowska, Mirosław Piszczatowski, Regina Płaszczyk, Walenty Popławski, Włodzimierz Ptaszyński, Eugeniusz Suwała, Maciej Szachidewicz, Ryszard Szczęsny, Jan Wolski, Józef Wróblewski.
    Komisja Rewizyjna: Aldona Skopiec - przewodnicząca; Andrzej Domińczak, Tadeusz Ignatowski - członkowie.
    Komisja Wydziałowa Przędzalni Cienkoprzędnej: Antoni Dymko - przewodniczący; Wanda Dyśko, Tadeusz Ignatowski, Antoni Kuczyński, Anna Kulesza, Jarosław Mucha, Lucjan Piwowarski - członkowie.
    Komisja Wydziałowa Przędzalni Średnioprzędnej: Henryk Gorczyca - przewodniczący; Genowefa Chorko, Józef Danieluk, Henryk Kozłowski, Henryk Łukaszewicz, Irena Piekarska, Jerzy Turliński, Ryszard Wojewódko - członkowie.
    Komisja Wydziałowa Tkalni Białej: Piotr Fiedoruk - przewodniczący; Ireneusz Guzowski, Mieczysław Łapucki, Edward Makarewicz, Antoni Wojtach, Teodor Wojtach, Józef Wróblewski, - członkowie.
    Komisja Wydziałowa Tkalni Kolorowej: Zenon Citko - przewodniczący; Nadzieja Bernatowska, Janusz Kochanowski, Danuta Kopciewska, Józef Łukaszewicz,- członkowie.
    Komisja Wydziałowa Wykończalni: Kazimierz Manicz - przewodniczący; Andrzej Domińczak Teresa Jęsiak, Janusz Klim, Ryszard Marciuk, Cezary Nowakowski, Jan Wolski - członkowie.
    Komisja Wydziałowa Głównego Energetyka: Stanisław Suszycki - przewodniczący; Marian Kokoszkiewicz, Mieczysław Lechojda, Marian Leszczyński, Włodzimierz Ptaszyński, Tadeusz Zalewski - członkowie.
    Komisja Oddziałowa Głównego Mechanika: Szymon Bielski - przewodniczący; Jan Olszewski, Bogdan Pietraszkiewicz, Walenty Popławski, Jerzy Wysocki - członkowie.
    Komisja Wydziałowa Transportu i Straży Pożarnej: Kazimierz Broś - przewodniczący; Wojciech Laskowski, Wiesław Pacewicz - członkowie.
    Komisja Wydziałowa Działu Sterowania Jakością: Maciej Szachidewicz - przewodniczący; Danuta Bielska, Anna Drozdowska, Jadwiga Jurkowska, Grażyna Rynkiewicz, - członkowie.
    Komisja Wydziałowa Magazynów: Mirosław Piszczatowski - przewodniczący; Tatiana Franciszkowicz, Tadeusz Karpiesiuk, Jan Sadowski, Ryszard Szczęsny,- członkowie.
    Komisja Wydziałowa Administracji: Cecylia Chorościan - przewodnicząca; Stanisława Nowakowska, Teresa Polecka - członkowie.
    Komisja Wydziałowa Służb Socjalnych: Mirosław Jakimowicz - przewodniczący; Danuta Adamska, Janina Kucharewicz - członkowie.
    Zgodnie z ówczesnymi przepisami zakładowe władze związkowe mogły korzystać z prawa oddelegowania działaczy do pracy związkowej. W przypadku tak licznej organizacji jak Fasty uprawnienie to dotyczyło czterech etatów. Do pracy związkowej oddelegowano: przewodniczącego Komisji Zakładowej:Jerzego Jamiołkowskiego, wiceprzewodniczącego - Cezarego Nowakowskiego, Jolantę Wolany 8/ Przyp. aut. - str.47 oraz Ryszarda Szczęsnego. Tego ostatniego oddelegowano do pracy w MKZ (pełnił m.in. nadzór nad sekcją interwencyjną); był jednocześnie łącznikiem fastowskiej Komisji z władzami Regionu. 9/ Przyp. aut. - str.47.
    Warto również więcej uwagi poświęcić sprawom informacji, propagandy oraz kontaktów Komisji Zakładowej z załogą. Odgrywały one olbrzymią rolę, bo przede wszystkim było na nie oddolne zapotrzebowanie. Z obecnej perspektywy wygląda to niewiarygodnie, ale w lokalu Komisji zawsze były tłumy ludzi. Z reguły praca nie kończyła się o 15. Do tego dochodziły częste zebrania na wydziałach. Korzystano z radiowęzła zakładowego, ale nie zawsze to wystarczało. Stąd między innymi Komisja Zakładowa specjalnie zakupiła sprzęt nagłośniający, wykorzystywany na dużych zebraniach i wiecach.
    Bardzo ważną rolę spełniały tablice informacyjne na wszystkich wydziałach, gdzie wywieszano stale aktualizowane informacje zakładowe, teleksy z Regionu, ulotki, satyryczne rysunki. Słabością był natomiast brak ludzi sprawnie piszących. Zresztą cechą charakterystyczną fastowskiej Komisji było jej zdominowanie przez robotników. Niestety ze strony ludzi z wyższym wykształceniem wsparcie było niewystarczające. Spośród nich tylko kilka osób było członkami "Solidarności". Z konieczności pisaniem wszelkich materiałów zajmował się przewodniczący KZ, wspomagany od czasu do czasu przez: socjologa Bożennę Tefelską i psychologa Cecylię Chorościan.
    Kolejna ważna forma działania to biblioteka książek i wydawnictw niezależnych. Powstała w początkach 1981 r. jako jedna z pierwszych bibliotek zakładowych w Białymstoku. Liczyła kilkaset egzemplarzy książek oraz broszur drukowanych w drugim obiegu i zawierała blisko 200 tytułów. Bibliotekę prowadził Cezary Nowakowski, a od lipca 1981 r. Ryszard Szczęsny. Cieszyła się ona bardzo dużym zainteresowaniem wypożyczających. Bardzo istotne znaczenie - dla budzenia świadomości - miało również czytelnictwo "Tygodnika Solidarność" i biuletynów nadsyłanych niemal z całego kraju. Można je było - sprowadzane w dużych ilościach - wypożyczać. Sprowadzano również nagrania piosenek niezależnych, które nadawano przez radiowęzeł. Wreszcie odnotować należy akcje rozprowadzania, dofinansowywanych przez Komisję Zakładową, biletów na takie filmy jak "Robotnicy - 80"czy "Człowiek z Żelaza".
    W tym miejscu warto dodać, że wykorzystując możliwości produkcyjne, w Fastach, na drukarni filmowej, wytwarzano flagi " Solidarności". Sprzedawano je bardzo wielu regionom i komisjom zakładowym w kraju, a koordynacją wysyłek zajmowała się fastowska "Solidarność", szczególnie Mirosław Zwitek.


    Walka o wolne soboty

    Rok 1981 rozpoczął się od kilku akcji protestacyjnych. 10 i 24 stycznia 1981 roku w całym kraju trwała walka o wolne soboty. Środkiem nacisku miał być bojkot pracy w te dni. Mimo katastroficznej propagandy, prowadzonej w mediach, załogi podjęły apel wzywający do bojkotu. 10 stycznia, w regionie Białystok, akcja przyniosła umiarkowany sukces. Natomiast bojkot z powodzeniem przebiegł w dużych zakładach takich jak Fasty. Już jednak 24 stycznia bojkot sobót w Białymstoku był o wiele powszechniejszy. W dużym stopniu - zapewne - w wyniku postawy załóg największych zakładów w czasie pierwszej konfrontacji.
    O tym jak przebiegała walka o wolne soboty informuje gazeta zakładowa "Fasty".
    Rząd ogłosił, że sobota 10 stycznia jest normalnym dniem pracy. NSZZ "Solidarność" i solidaryzujące się z nimi związki branżowe, opierając się na porozumieniach sierpniowych, stanęły na stanowisku, że sobota jest dniem wolnym od pracy. W konsekwencji dyrekcja rozplakatowała w zakładzie apel ministra MPL o podjęcie pracy, natomiast KZ NSZZ "Solidarność" wezwanie o nie przychodzenie do pracy. Szef "Solidarności" był o tyle sprawniejszy, że potrafił opanować radiowęzeł i nadać na styku zmian komunikat z odpowiednim komentarzem i wezwaniem o nie przychodzenie...
    Oto fragmenty jednej z ówczesnych ulotek fastowskiej "Solidarności": Żądamy wszystkich wolnych sobót. Uważamy, że z tego tytułu wcale nie musimy w kraju zmniejszyć produkcji... Wystarczy zlikwidować nadmierne postoje zakładów z powodu braku węgla, surowców i innych środków produkcji. Ileż to razy w naszym zakładzie bywało tak, że nie mieliśmy co robić... Wiemy, że w kraju nagminną plagą są wyłączenia energetyczne. W telewizji i prasie jednym tchem mówi się o pracy w wolne soboty, a jednocześnie informuje się ile to zakładów nie pracuje z powodu wyłączeń... Obecna dyskusja o wolnych sobotach jest dyskusją na temat czy lepiej stać w sobotę czy poniedziałek.
    Jak bojkot wyglądał na poszczególnych wydziałach ? Tu znowu możemy powołać się na gazetę zakładową.
    Godzina 5. Przed zakład przyjeżdżają autobusy przeważnie puste...
    Tkalnia biała... Olbrzymie hale są puste i senne... Do pracy stawiło się 9 mistrzów i 6 tkaczek. W dziale końcowym było 8 osób.
    Wykończalnia. Do pracy stawiło się 40 osób. Większość odjechała z nocną zmianą.
    Przędzalnia cienkoprzędna... Około godziny 9 pracowało niespełna 100 osób... W całości pracował oddział trzepalni, w 20 % oddział przygotowawczy, w 65 % przewijalnia i w 10 % skręcalnia.
    Tkalnia kolorowa. Do pracy przystąpiło 34 osoby na 153 zatrudnione.
    Przędzalnia. Na godzinę 5 przyjechało sporo ludzi. Część osób pokręciła się po holu, część na hali i prawie wszyscy wyszli zanim rozjechały się autobusy.
    W jeszcze większym stopniu bojkot objął Fasty 24 stycznia.
    Do pracy na rannej zmianie stawiło się jedynie 760 osób, w tym 428 bezpośrednio produkcyjnych... Pełna obsada rannej zmiany powinna wynosić ponad 3000 pracowników. Znacznie większa absencja była na zmianie popołudniowej.
    27 stycznia 1981 r. odbył się 4 godzinny strajk w regionie, którego powodem było zlekceważenie przez władze szeregu postulatów, m.in. brak zgody na wydawanie regionalnego Biuletynu Informacyjnego. W Fastach, w strajku, wzięła udział niemal cała załoga. Pracowano jedynie na bielniku pasmowym, ze względu na konieczność zachowania ciągłości produkcji i nie zmarnowanie tkaniny; na przewijarkach obu przędzalń (po to aby zabezpieczyć odpowiednią ilość przędzy) oraz na postrzygarkach w tkalni białej, aby zabezpieczyć tkaninę dla następnej zmiany.
    Fastowska Komisja Zakładowa była inicjatorem napisania przez sekcję włókniarzy (była to jeszcze wtedy nieformalna struktura Związku) listu otwartego do dyrekcji wszystkich zakładów przemysłu lekkiego w regionie. Zarzucano w nim nie realizowanie postanowień zawartych w porozumieniach gdańskich, szczecińskich i jastrzębskich, domagano się wypłaty wynagrodzenia tym, którzy nie podjęli pracy w sobotę 10 stycznia. W przeciwnym wypadku zagrożono akcją protestacyjną do strajku włącznie. Wprowadzoną gotowość strajkową odwołano 9 lutego.


    Związkowa proza

    Ale nie tylko akcje protestacyjne (w dużym stopniu wymuszane działaniami władz) cechowały poczynania fastowskiej "Solidarności". Ówczesna atmosfera nadziei na usunięcie nieprawidłowości w życiu społecznym sprawiała, że Komisja Zakładowa była wręcz zalewana licznymi sygnałami o patologiach, niesprawiedliwości, a jednocześnie przedkładanymi postulatami i propozycjami naprawy. Wyrazem tego jest komunikat KZ NSZZ "Solidarność" Fast, zachowany dzięki regionalnemu Biuletynowi Informacyjnemu (13 numer z 25 lutego 1981 r.):
    Komisja Zakładowa NSZZ "Solidarność" przy BZPB Fasty, opierając się na licznych głosach i postulatach członków Związku w zakładzie, stoi na stanowisku, że procesy odnowy w naszym mieście i województwie przebiegają opieszale.
    Uważamy, że "Solidarność" na naszym terenie jest zbyt pasywna, wskutek tego wiele spraw, głównie o charakterze rewindykacyjnym jest nie załatwionych. Stąd domagamy się od MKZ -u bardziej zdecydowanych działań. Proponujemy wystąpienie MKZ - u z apelem do wszystkich komisji zakładowych o zgłaszanie pakietu najważniejszych społecznych spraw i problemów, które mogą i powinny być szybko załatwione przez administrację. Chodzi nam o te sprawy, gdzie mamy do czynienia z ewidentnymi nieprawidłowościami i łamaniem społecznej sprawiedliwości.
    Ze swojej strony zgłaszamy następujące tematy:
    1. Podać do publicznej wiadomości za co był zdjęty ze stanowiska były wojewoda białostocki dr Z. Sprycha, czy był winien i czemu, a także na jakie stanowisko został przeniesiony.
    2. Wyrażamy nasze niezadowolenie z działalności poselskiej reprezentantki białostockich włókniarzy w Sejmie Marii Łapuć, jak też innych posłów białostockich; domagamy się gwarancji, że przed kolejnymi wyborami do Sejmu zostanie przeprowadzona rzeczywista autentyczna konsultacja społeczna, w której wyniku zostanie wybrana autentyczna reprezentacja społeczeństwa naszego województwa.
    3. Domagamy się cofnięcia decyzji o przekazaniu gmachu WRZZ związkowi zawodowemu pracowników rolnych; uważamy to za próbę zignorowania "Solidarności", domagamy się właściwego zagospodarowania budynku z uwzględnieniem rzeczywistej opinii związkowców.
    4. Domagamy się przekazania ośrodka szkoleniowo - metodycznego dawnego WRZZ w Supraślu na sanatorium kardiologiczne.
    5. Domagamy się zlokalizowania w centrum miasta przychodni przemysłowej. Dotychczasowe rozproszenie, a także odległość od centrum, stanowią olbrzymią uciążliwość dla pacjentów. Proponujemy na lokalizację budynek ZSMP przy ul. Próchniaka.
    6 .Domagamy się zorganizowania miejskiego oddziału pracy chronionej. Przykładowo w "Fastach " jest ponad 300 kobiet, którym jest on niezbędny. Obecnie nie ma i długo nie będzie możliwości inwestycyjnych na budowę takiego oddziału. Stąd proponujemy oddział zlokalizować w budynku byłej Komendy Miejskiej MO przy ul. Warszawskiej.
    7. Żądamy podania do publicznej wiadomości wyników kontroli willi i dacz w województwie białostockim. Dotychczasową działalność NIK oceniamy jako niedostateczną i wykrętną; uważamy ją za próbę zamydlenia oczu opinii społecznej. Żądamy podania nazwisk winnych nadużyć oraz opublikowania wymierzonych kar.
    8. Domagamy się przeprowadzenia wnikliwej kontroli prawidłowości w zasiedlaniu mieszkań. Uważamy, że powinna to być akcja ogólnospołeczna w ramach której ludzie powinni zgłaszać nieprawidłowości po dwa i więcej mieszkań w posiadaniu jednej osoby, a także puste mieszkania). W załączniku do niniejszego pisma przekazujemy konkretne sygnały wyżej wymienionych nieprawidłowości.
    9. Domagamy się opuszczenia wszystkich lokali mieszkalnych zajmowanych przez instytucje administracyjne i przeznaczenie tych mieszkań do zasiedlenia potrzebującym.
    10. Żądamy wyłączenia z ogólnej detalicznej sprzedaży słodyczy i wprowadzenia ich reglamentacji poprzez równy przydział dzieciom w wieku od 3 do 14 lat. Głęboki deficyt tych towarów sprawia, że to co obecnie dzieje się w sklepach urąga ludzkiej godności, jest łamaniem sprawiedliwości i zachęca do spekulacji.
    11. W związku z informacją przekazaną MKZ-owi, że między innymi załoga BZPB "Fasty" zobowiązała się sfinalizować zakup żagli do jachtu pełnomorskiego, oświadczamy, że jest to nieprawda. Jednocześnie protestujemy przeciwko inicjatywie budowy takiego jachtu.
    Wewnątrz zakładu "Solidarność" zajmowała się w pierwszych miesiącach mnóstwem spraw:
    - Porządkowano kwestie członkostwa.10/ Przyp. aut. - str.47.
    - Dokonano rozdziału majątku pomiędzy obydwoma związkami (nie było wówczas jeszcze krajowych zasad tego rozdziału).
    - Ustalono zasady wypłacania zasiłków i ich wysokość:
    ˇ z tytułu urodzenia dziecka -1500 zł dla każdego z rodziców, o ile jest członkiem związku;
    ˇ z tytuły zgonu członka związku -3000 zł;
    ˇ z tytułu zgonu członka rodziny - 1500 zł.
    - Ustalono regulamin zapomóg losowych oraz pomocy
    dla rodzin wielodzietnych i osób samotnie wychowujących dzieci.
    - Ustalono reguły postępowania w stosunku do osób złapanych za picie alkoholu w pracy, m.in. wprowadzono zasadę, że przy powtórnym złapaniu, Związek bez względu na okoliczności nie będzie stawał w obronie. 11/ Przyp. aut. - str.47.
    - Wprowadzono w zakładzie sprzedaż mięsa z tuczu zakładowego na kartki.
    - Wzięto także udział w krajowych zjazdach sekcji branżowych "Solidarności" - "bawełny" oraz przemysłu lekkiego. We władzach obu sekcji Fasty otrzymały po jednym miejscu bez konieczności udziału w wyborach.


    Konflikt bydgoski

    Ale nie wymienione sprawy najbardziej absorbowały Związek. Szczególnie doniosły dla " Solidarności" był marzec 1981 roku. Było to związane z wydarzeniami bydgoskimi (pobiciem działaczy przez milicję w budynku tamtejszej WRN) i ogłoszoną w związku z tym ogólnopolską akcją protestacyjną, a wreszcie kontrowersjami związanymi z jej zakończeniem, w wyniku sławetnego porozumienia warszawskiego.
    Oddajmy głos zachowanym dokumentom:
    W dniu 20. III. 1981 na nadzwyczajnym posiedzeniu MKZ z udziałem największych zakładów pracy podjęto jednogłośnie uchwałę o gotowości strajkowej od dnia 20. III. 1981 roku godz. 14,30 w całym regionie MKZ - u Białystok.
    Powyższa uchwała została podjęta z powodu ataku na Związek, jego władze i obrazę godności Związku, który miał miejsce 19. III. 1981 r. w Bydgoszczy. Jest to również prowokacja wymierzona w rząd premiera Jaruzelskiego. Taka była treść stanowiska MKZ Białystok ( Biuletyn Informacyjny - numer 20 z 1981 r. ).
    Siedzibą białostockiego MKZ, przekształconego w Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, stały się Uchwyty. Tam przenieśli się też działacze z innych komisji zakładowych. Fasty uzyskały zgodę na prowadzenie akcji u siebie, w zakładzie. Na Łąkową wysyłano jedynie łączników. W zakładzie postanowiono prowadzić stałe dyżury. Za siedzibę wybrano budynek zakładowej straży pożarnej. Tam zorganizowano noclegi, bowiem około czterdziestu działaczy przez cały czas akcji pozostawało w Fastach. Zorganizowano stałe warty i dyżury na terenie całego zakładu. Obawiano się bowiem różnego rodzaju prowokacji. Zresztą, z każdym dniem, atmosfera gęstniała. Ilustruje to jedno z ocalałych oświadczeń fastowskiej komisji, z 25 marca:
    Apelujemy do wszystkich członków załogi o wzmożenie uwagi i kontroli na terenie zakładu. Napięta sytuacja w kraju może stanowić okazję do prowokacji, mogą one wywoływać nieobliczalne skutki i stanowić pretekst do akcji siłowych. Pracując patrzmy co się wokół dzieje na terenie naszego zakładu. Każde dziwne zachowanie lub obecność podejrzanych nieznanych osób na wydziale i na terenie zakładu prosimy natychmiast sygnalizować Komisji Zakładowej.
    Wyjaśniamy, że wywieszając rysunki satyryczne traktujące m.in. o MO, nie jest naszym celem dyskredytowanie wszystkich funkcjonariuszy MO ani też MO jako instytucji. Uważamy, że większość z nich to ludzie uczciwi. Rysunki te wymierzone są przeciwko tym ludziom i tym siłom, którym pałka przesłoniła rozum i rozsądek i, którzy - świadomie i nieświadomie poprzez nadgorliwość - przyczyniają się do hamowania w naszym kraju demokratycznej odnowy. Jesteśmy przekonani, że większość funkcjonariuszy MO jest za tą odnową.
    Mamy sygnały, że mieszkania prywatne niektórych działaczy i członków związków zawodowych ( niekoniecznie "Solidarności") nachodzone są przez "nieznanych osobników" najczęściej w stanie podchmielonym. Już samo wejście takiego osobnika przestrasza, a co mówić kiedy zaczyna grozić przykrymi konsekwencjami. Podejrzewamy, że osobnikami tymi są konfidenci SB. Są to próby wywarcia presji psychicznej na działaczach, a przede wszystkim ich rodzinach. Niekiedy chodzi też o skłócenie i wzajemne napuszczenie ludzi na siebie. Proponujemy w przypadkach takich zajść stosować dwie metody: 1. Nie otwierać drzwi, 2. Mając przewagę siły zamknąć takiego osobnika w mieszkaniu, wezwać jak najwięcej sąsiadów na świadków i wezwać MO. Prosimy także o każdym takim przypadku informować Komisję Zakładową. Jest to nam niezbędne do ustalenia personaliów tych nam "życzliwych". Podejrzewamy, że przynajmniej w jednym przypadku jest to były pracownik "Fast" (a zapewne jest takich więcej).
    25 marca 1981 r. około godz. 6 trzej funkcjonariusze MO weszli na portiernię główną i zrywali rysunki satyryczne. Jako, że portiernia jest integralną częścią zakładu, akcję MO uważamy za niedopuszczalne złamanie prawa i stanowczo przeciwko takim metodom protestujemy. Jednocześnie apelujemy do straży przemysłowej o szczególne wzmożenie kontroli osób wchodzących do zakładu.
    27 marca 1981 r w godz. 8 - 12 w całym kraju ma miejsce strajk.
    Oto relacja z jego przebiegu w Fastach, zamieszczona w numerze 20 regionalnego Biuletynu Informacyjnego:
    Wszyscy pracownicy produkcyjni podjęli strajk ostrzegawczy. Również w biurach, chyba po raz pierwszy, masowo przerwano pracę. W tym strajku nie było podziałów związkowych. Również partyjni, mimo nijakich odezw, mącących w głowach, przerwali pracę. Bodaj jedynym pracującym był pracownik radiowęzła, który odtwarzał nagranie bydgoskiej, haniebnie splamionej krwią sesji WRN. Prawda, po raz pierwszy odkryta ludziom karmionym dreszczowcami dziennika telewizyjnego i fałszującym przemówieniem M. Rakowskiego, sprawiła, że jak nigdy tym razem cel strajku był adekwatny do jego przebiegu. Powszechność to tylko jedna strona. Bodaj ważniejsze były nieugiętość, powaga, zawziętość, a w niejednych, niekoniecznie kobiecych oczach, łzy. Jeden z postronnych obserwatorów stwierdził: po raz pierwszy w oczach fastowskich robotników zobaczyłem siłę.
    Napięcie gęstniało. Władza nie ustępowała. Coraz realniejsza była wizja strajku generalnego. W ostatnich dniach marca dochodzi do rozmów warszawskich. Poprzez teleksy rozpoczynają się konsultacje między Komisją Krajową, regionami i komisjami zakładowymi. Fastowscy działacze siedzą i czytają, kto co pisze, sami też odpowiadają. Determinacja przeplata się z nadzieją, że do strajku nie dojdzie. W tej atmosferze przychodzi informacja - Wałęsa zawiesza strajk. Uczucie ulgi w tym momencie było czymś zrozumiałym. Dopiero potem, po jednym, dwu dniach rozpoczął się czas refleksji i sporów o prawomocność i słuszność tej decyzji (podjętej z pominięciem Komisji Krajowej). To zapewne stanowiło początek podziałów, również wśród członków fastowskiej "Solidarności", na zwolenników Wałęsy, na zwolenników Gwiazdy. 12/ Przyp. aut. - str.47.
    Stan ten ilustrują oświadczenia władz Regionu. Oto oświadczenie z 31 marca 1981 r.
    Sondaż przeprowadzony w dniu dzisiejszym wśród załóg dużych zakładów regionu wykazał, że wczorajsza decyzja grupy roboczej KKS - u, zawieszająca termin strajku generalnego i opublikowany tekst wspólnego oświadczenia grupy KKS i Komitetu Rady Ministrów ds. Związków Zawodowych, zostały krytycznie ocenione. Merytoryczna treść opublikowanego oświadczenia odbiega bowiem w sposób istotny od treści żądań strajkowych w imię których proklamowaliśmy stan gotowości strajkowej i przeprowadziliśmy strajk ostrzegawczy w regionie.
    Uważamy, że wczorajsze postanowienia w sposób demokratyczny zostaną ocenione na dzisiejszym posiedzeniu Krajowej Komisji. Stwierdzamy, że mając na uwadze nadrzędne cele Związku nasza organizacja regionalna w pełni podporządkuje się każdej decyzji KKP. Przypominamy, że w całym regionie obowiązuje stan zaostrzonej gotowości strajkowej. Prezydium MKS NSZZ " Solidarność" Białystok.
    I kolejne, z 1 kwietnia:
    Prezydium MKZ z dniem dzisiejszym odwołuje ogłoszony dnia 20 marca b.r. stan gotowości strajkowej w regionie. Związek wraca do normalnej pracy. Dni, które mamy za sobą: okres gotowości strajkowej, strajk ostrzegawczy, przygotowania do strajku generalnego były czasem wielkiej próby dla naszej organizacji terytorialnej. Próby udanej. Swoją postawą, wyrażającą się jednoznacznym poparciem dla żądań strajkowych Związku, powszechną mobilizacją naszych sumień dla obrony słusznej sprawy, wykazaliśmy w pełni nasz żywy i autentyczny stosunek do naczelnego hasła naszego Związku - solidarności.
    Możemy i powinniśmy sobie zadawać pytanie czy nasz wysiłek był współmierny do rezultatów jakie uzyskano w wyniku rozmów grupy negocjacyjnej KKS z Komisją Rady Ministrów ds. Związków Zawodowych? We wczorajszym oświadczeniu Prezydium MKS krytycznie odniosło się do wyników tych rozmów. Podtrzymujemy i dziś tę ocenę. Uważamy, że nadeszła pilna potrzeba głębokiego zreformowania stylu i sposobu działania naczelnych władz naszego Związku, aby w przyszłości zapobiec, jak to miało miejsce ostatnio, działaniom mającym charakter woluntarystyczny, rozmijającym się w sposób widoczny z interesami całego Związku, marnotrawiącym wielki kapitał społecznego zaangażowania w walkę o realizację postulatów, w imię których podjęliśmy akcję strajkową.
    Nasz krytyczny stosunek nie zwalnia nas jednak od obowiązku podporządkowania sił, w imię zagrożonej jedności związku, wszelkim decyzjom Krajowej Komisji Porozumiewawczej.
    Odwołując stan gotowości strajkowej dziękujemy wszystkim organizacjom związkowym regionu za ich godną postawę, w tych tak ważnych dla nas dniach.
    Gotowość strajkowa została odwołana, trwa jednak cały czas gotowość naszych serc i umysłów do podejmowania działań mających na celu walkę o najistotniejsze ideały związkowe: obronę poniewieranej godności ludzkiej, o życie w prawdzie i sprawiedliwości. Prezydium MKZ NSZZ "Solidarność.

    Coraz więcej zadań

    Związek powraca do codziennej działalności. Także "Solidarność" Fast. Jednym z najważniejszych tematów stają się rozmowy Regionalnej Sekcji Przemysłu Lekkiego "Solidarności" z władzami województwa (reprezentowanymi przez wicewojewodę Leopolda Rybakiewicza). Fastowska Komisja Zakładowa kierowała działalnością sekcji. 13/ Przyp. aut. - str.48. Rozmowy odbyły się 28 kwietnia 1981 r. Sekcja zgłosiła 27 problemów, m.in. sprawy: spodziewanych redukcji w zakładach pracy, funkcjonowania handlu w wolne soboty i niedziele, reglamentacji artykułów spożywczych i deficytowych art. przemysłowych, budownictwa mieszkaniowego. Na pierwszym spotkaniu przedyskutowano 17 tematów. Obie strony uzgodniły, że wiele problemów jest wynikiem braku rzetelnej informacji. Wojewoda zobowiązał się ten stan naprawić. Niektóre (zagrożenie redukcjami) wymagają stałych konsultacji - deklarację takich konsultacji wicewojewoda przedstawił. Z powodu braku pieniędzy nie osiągnięto porozumienia w kwestii uruchomienia miejskiego oddziału pracy chronionej.
    Sporo miejsca w rozmowach poświęcono sprawom handlu. Ustalono, że od 1 maja 1981 roku przestanie obowiązywać rejestracja bonów żywnościowych. Zostanie uruchomionych 20 dodatkowych punktów sprzedaży na terenie Białegostoku oraz zostanie wprowadzona sprzedaż w bufetach i kioskach zakładowych: wędlin II gatunku, masła, cukru i przetworów zbożowych. Jeśli chodzi o handel w wolne soboty i niedziele, strony uznały, że zmianie ulec musi cały dotychczasowy system handlu. Wicewojewoda zobowiązał dyrektora Wydziału Handlu UW - Jadwigę Falkowską do przedstawienia, w terminie do 20 maja, pod dyskusję społeczną, alternatywnych propozycji programów pracy handlu w dni wolne.
    W sprawie budownictwa mieszkaniowego ustalono, że kontynuowane będą społeczne kontrole prawidłowości zasiedlenia mieszkań.
    Zdecydowano, że dalsze rozmowy będą kontynuowane 6 maja.
    Czas "Solidarności" był czasem budowania patriotyzmu. W 1981 roku po raz pierwszy po wielu latach publicznie obchodzono ważne rocznice: 3 maja - Rocznicę Ustanowienia Konstytucji, a wcześniej 15 kwietnia uczczono pamięć pomordowanych w Katyniu. W obu wydarzeniach, tak organizacyjnie 14/ Przyp. aut. - str.48 jak też poprzez liczne uczestnictwo wzięła udział fastowska "Solidarność".
    Inny ważny temat absorbujący fastowską "Solidarność stanowiła działalność w tzw. "Sieci" (powstała 17 marca 1981r.), grupującej największe w kraju Komisje Zakładowe (po jednym zakładzie - przedstawicielu - z poszczególnych województw). Białystok reprezentowany był przez Fasty. Do sieci należały: Stocznia Gdańska, Stocznia Szczecińska, Zakłady Cegielskiego w Poznaniu, ZNTK w Bydgoszczy, Zastal z Zielonej Góry, Kopalnia Wujek, Huta im Lenina, wrocławski PAFAWAG, WSK Rzeszów, Iskra Kielce, Ursus, WSK Świdnik, ZPB Marchlewskiego w Łodzi, Stomil Olsztyn, Zgoda Świętochłowice, Huta Małapanew w Ozimku. Podstawowym celem było wypracowanie zasad działania samorządu oraz reformy gospodarczej. Komisja Zakładowa Fast została zobowiązana do sprawowania wiodącej roli w regionie, w popularyzowaniu tematów, którymi zajmowała się "Sieć" .
    W naszym regionie powołano zespół inicjujący, składający się z pracowników Fast i zespołu doradców z MKZ Białystok (kierownictwo powierzono Aleksandrowi Kopaczowi z Biazetu). Delegatami Fast na spotkania "Sieci" byli: początkowo Andrzej Domińczak, a następnie Mirosław Zwitek.
    13 maja 1981 roku miało miejsce ważne i bolesne wydarzenie - w Rzymie doszło do zamachu na Papieża. Nazajutrz -14 maja na terenia zakładu odbyło się nabożeństwo w intencji powrotu Ojca Świętego do zdrowia. Przed tkalnią białą stanął krzyż.15/ Przyp. aut.- str.48. Nabożeństwo odprawiał kapłan z parafii Św. Kazimierza - Ks. Józef Wiśniewski.16/ Przyp. aut. - str.48.
    4 - 6 czerwca 1981 roku odbyła się pierwsza tura I Walnego Zebrania Delegatów Regionu Białystok NSZZ "Solidarność". Delegatami z Fast byli: Szymon Bielski, Andrzej Domińczak, Mirosław Jakimowicz Jerzy Jamiołkowski, Janusz Klim, Henryk Kozłowski, Anna Kulesza, Edward Makarewicz, Cezary Nowakowski, Mirosław Piszczatowski, Włodzimierz Ptaszyński, Ryszard Szczęsny, Mirosław Zwitek.
    W komisji skrutacyjno - wyborczej pracowali: Andrzej Domińczak i Włodzimierz Ptaszyński. Do Zarządu Regionu kandydowali: Anna Kulesza, Edward Makarewicz ,Mirosław Piszczatowski, Ryszard Szczęsny. Wybrani zostali: Edward Makarewicz i Anna Kulesza. Na delegata Zjazdu Krajowego kandydował Edward Makarewicz. 17/ Przyp. aut. - str.48. W wyborach na Przewodniczącego Regionu była zgłaszana kandydatura Cezarego Nowakowskiego, ale nie zgodził się on na kandydowanie. Na zjeździe sprawozdanie z działalności Komisji Interwencyjnej przedkładał jej koordynator z ramienia ustępującego Prezydium MKZ - Ryszard Szczęsny.
    Biuletyn Informacyjny - numer 29 odnotowuje krytyczne wystąpienie Jerzego Jamiołkowskiego - Z tekstu sprawozdania Prezydium wynika, że staliśmy się głównie "filią różańcową". Kontakty z Kościołem były realizowane w sposób właściwy, zaniedbano jednak inne sfery działania Związku. Trzeba wyjść z izolacji. Oddziaływać poprzez posłów i radnych. Zapomnieliśmy, że Związek to nie tylko ruch społeczny ale również związek zawodowy - trzeba się zająć całą sferą spraw socjalnych. Trzeba rozwinąć kontakty między zarządem a Komisjami Zakładowymi - wykorzystywać ich doświadczenie. Trzeba rozbudowywać sekcje branżowe w regionie, rozwijać i utrwalać więzi poziome między komisjami, szczególnie dużych zakładów. Złym posunięciem było odgórne unormowanie składek. Powinno to być w kompetencjach KZ. Należy rozważyć obniżkę ceny Biuletynu Informacyjnego.
    8 czerwca w Białymstoku przebywali Anna Walentynowicz i Andrzej Gwiazda. Odwiedzili między innymi Fasty. W wiecu na składalni wzięło udział kilkaset osób.
    11 czerwca 1981 roku, w ramach kampanii wyborczej do władz regionalnych, odbyło się spotkanie z kandydatami na przewodniczącego regionu. Spośród 14 osób, ubiegających się o tę funkcję, do Fast przybyli: Bernard Bujwicki, Zdzisław Ciniewicz, Marek Depczyński, Kazimierz Kamiński, Michał Pietkiewicz i Jerzy Rybnik. Relacjonując to spotkanie dziennikarz gazety zakładowej "Fasty" kończy refleksją: Zastanawiające jest to, że żadne z pytań (do kandydatów - Przyp. red) nie dotyczyło naprawdę działalności związkowej. Ludzie wciąż jeszcze oczekują, że "Solidarność" rozwiąże wiele nabrzmiałych społecznie problemów... zagwarantuje ludziom sprawiedliwość i równość wobec prawa.


    Czerwiec 1970 - naprawianie krzywd

    Jedną ze spraw, którą starała się załatwić "Solidarność", było naprawienie krzywd ludziom poszkodowanym w wyniku udziału w protestach w czerwcu 1976 roku. W ich wyniku z Fast zostało zwolnionych 21 osób. W Biuletynie Informacyjnym - numer 30 ukazał się artykuł o tych wydarzeniach, a także działaniach mających na celu zrekompensowanie krzywd. Autor zarzucił fastowskiej "Solidarności", że nie zrobiła wszystkiego na rzecz poszkodowanych. Odpowiedzią był list Komisji Zakładowej. Przed jego przedstawieniem, warto przypomnieć przebieg fastowskich zdarzeń czerwca 1976.
    Strajk rozpoczął się 25 czerwca 1976 , po godzinie 13, w tkalni białej. Na wydziale odbywało się oficjalne zebranie informacyjne na temat podwyżek cen mięsa. Tkaczki wytypowały spontanicznie 8 własnych delegatek na to zebranie. Nie zostały one na zebranie wpuszczone. Po ich powrocie na halę zaczęto wyłączać krosna. Około godz. 16 - 17 na wydział przyszedł dyrektor Adam Karwowski. Zarządził zebranie mistrzów i polecił uruchomienie wszystkich maszyn. Jeden z mistrzów Tadeusz Kirpsza odpowiedział - " Już za późno prosić, aby ludzie pracowali, bo teraz jak kto chce włączyć maszynę, to lecą cewki, a mogą pójść w ruch i ostre narzędzia. Jako dyrektor naczelny powinien Pan użyć swego autorytetu i przemówić do wszystkich ludzi". Dyrektor odpowiedział, że zgadza się na rozmowy z delegacją załogi w swoim gabinecie. Do rozmów nie doszło. W dzienniku telewizyjnym poinformowano, tego samego dnia, o cofnięciu podwyżek. Po tej informacji, przekazanej załodze, powrócono do pracy.
    Po tygodniu, 2 lipca, do biurowca zwołano 21 osób. Kasjerka wypłacała pieniądze, a dyrektor informował - Od jutra Pan (Pani) nie pracuje. W tamtych czasach odwołania do Sądu Pracy oczywiście nie mogły być skuteczne. Przymusowo bezrobotnymi interesowała się przez długi czas milicja. Niektórzy pracy nie mogli znaleźć przez dwa lata. Kiedy ją już dostali, to na bardzo złych warunkach płacowych.
    List Komisji Zakładowej stanowi próbę odpowiedzi na artykuł :
    "Wszystkim zwolnionym zaproponowano następujące rekompensaty, zakład uczynił to na własne ryzyko bez przepisów w tym zakresie, których dotąd zresztą brak... (tu następuje długie wyliczanie poszczególnych elementów rekompensat - przyp. aut.)... Zaoferowano z w/w tytułów poszczególnym osobom od 41 tys. zł do 88 tys. zł... 6 osób przyjęło te propozycje i pieniądze im wypłacono. Pozostałe nie zgodziły się na te propozycje z powodu nieuwzględnienia dwóch innych żądań poszkodowanych:
    - Odszkodowania za krzywdy moralne, szacowane indywidualnie przez poszczególnych poszkodowanych od 50 do 100 tys. zł jako jednorazowe zadośćuczynienie;
    - Zapłaty za cały okres pozostawania bez pracy (były przypadki, że niektóre osoby były bez pracy 23 miesiące).
    W kontekście tego co zostało napisane w w/w artykule można odnieść wrażenie, że KZ NSZZ "Solidarność" przy BZPB Fasty nie potrafiła w sposób zdecydowany dochodzić sprawiedliwości. Wyjaśniamy, że w pewnym momencie sprawy całkowicie przejął MKZ. On negocjował z władzami. Nie naszą winą jest, że wynegocjował zaledwie przyznanie się białostockich władz do winy. Nie wynegocjowano jednak najważniejszego - pieniędzy...


    Lato - protesty głodowe

    Latem 1981 roku ma miejsce kilka ważnych wydarzeń, m.in.:
    21 czerwca - poświęcenie sztandaru Regionu.
    25 - 26 czerwca - II tura Walnego Zebrania Delegatów Regionu.
    8 lipca w Stoczni Gdańskiej odbyło się Ogólnopolskie Spotkanie Samorządów Pracowniczych, zorganizowane z inicjatywy "Sieci". Uczestniczyło około 2000 osób z całej Polski. Białystok był reprezentowany przez 124 osoby z 23 zakładów białostockich i 4 łomżyńskich. Główny ciężar organizacji spoczywał na Fastach , z których pojechało ponad 30 osób. W imieniu białostockiej delegacji wystąpił Jerzy Jamiołkowski.
    Ale lato 1981 roku było także okresem gwałtownego pogorszenia zaopatrzenia. Powszechnie uznawano to za przejaw celowego działania władz. Komisje zakładowe (szczególnie w dużych zakładach, takich jak Fasty) w coraz większym stopniu zaczęły być wciągane w sprawy bieżącego zaopatrzenia. Zaczęły nawet sprowadzać niektóre towary, m.in. papierosy. W kraju dochodzi do protestów, m.in. marszy głodowych.
    30 lipca 1981 roku (informacja na podstawie regionalnych Wiadomości Bieżących) z inicjatywy zakładowej "Solidarności" załoga Fast poparła odezwę załogi Stoczni Szczecińskiej domagającej się podjęcia przez władze zdecydowanych i szybkich działań mających na celu poprawę zaopatrzenia w artykuły niezbędne do normalnego funkcjonowania społeczeństwa. W przyjętym stanowisku stwierdzano, m.in.:
    Wyrażamy sprzeciw wobec:
    - ograniczania i tak już głodowych racji żywnościowych;
    - rozpętywaniu nagonki przeciwko społecznemu projektowi samorządu pracowniczego;
    - odbieraniu załogom prawa do zarządzania zakładami;
    - zamierzeniom Rządu zmierzającym do podwyżek cen;
    Żądamy przedstawienia przez władze programu reformy gospodarczej.
    Ponadto w proteście, wobec ograniczenia przez rząd przydziałów mięsa, załoga Fast zagroziła odmową odebrania zmniejszonych kartek zaopatrzeniowych.
    31 lipca z pracy w milicji zostali zwolnieni Krzysztof Florczykowski i Andrzej Radzicki, założyciele Związku Zawodowego Funkcjonariuszy MO. Opiekę nad nimi przejęła Komisja Zakładowa NSZZ "Solidarność" Fast. Opieka ta polegała także na bezpośrednim, stałym kontakcie wyznaczonych osób, pracowników Fast, m.in. Henryka Koczota, z obydwoma wymienionymi działaczami. Obawiano się bowiem, że w odwecie za ich działalność, mogą być wobec nich zastosowane bezpośrednie działania represyjne, tzw. "nieznanych sprawców".


    Sztandar

    Koniec sierpnia przyniósł fastowskiej "Solidarności" wydarzenie szczególnie ważne. 30 sierpnia 1981 roku na ulicy Leszczynowej, w rocznicę strajków i podpisania Porozumień Sierpniowych, odbyła się doniosła uroczystość, którą stanowiły: Msza Święta celebrowana przez Księdza Leszka Sławoja Głódzia (koncelebrantami byli księża Jerzy Gisztarowicz i Bogdan Maksimowicz) oraz okolicznościowy program artystyczno - patriotyczny. Gościem była Anna Walentynowicz. Przed mszą, kapelan "Solidarności", ksiądz Sławoj Leszek Głódź wyświęcił sztandary Fast oraz BZPOW. Projekt fastowskiego sztandaru wykonała Lucyna Szepiel. Sztandar wykonano w Dolistowie. Srebrną głowicę w Biamecie. W poczcie sztandarowym byli: Jan Wolski (drugim chorążym fastowskiego pocztu sztandarowego był Jan Olszewski) oraz Wanda Dyśko (przemawiała na zakończenie uroczystości) i Danuta Kopciewska. Po uroczystości sztandar w uroczystym pochodzie kilkuset pracowników Fast został odprowadzony do zakładu.
    Przeprowadzono również zbiórkę pieniędzy wśród załogi na chorągwie kościelne: 18/ Przyp. aut. - str.48 katolicką (pod wezwaniem Św. Pawła - patrona włókniarzy) dla parafii Św. Kazimierza i prawosławną (w tamtym czasie przeznaczoną dla parafii Św. Mikołaja). Do czasu wprowadzenia stanu wojennego zebrano około 134 tys. zł. Wraz z jego wprowadzeniem pieniądze te zostały skonfiskowane. 19/ Przyp. aut. - str.48.
    4 września 1981 r., w rocznicę fastowskiego strajku, Komisja Zakładowa zorganizowała wiec na terenie zakładu. Do zebranych przemówił przewodniczący ówczesnego komitetu strajkowego Kazimierz Manicz. Następnie Jerzy Jamiołkowski mówił o symbolice, niedawno wyświęconego, zakładowego sztandaru "Solidarności". Poczet sztandarowy przekazał sztandar Kazimierzowi Maniczowi, który w asyście Cezarego Nowakowskiego i Ryszarda Marciuka odprowadził go na wykończalnię, tam, gdzie w wyniku strajku zrodziła się fastowska "Solidarność'. Po powrocie pocztu zebrani złożyli przysięgę na wierność sztandarowi. Jej rotę odczytywał Ryszard Marciuk:
    My członkowie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność" przy BZPB Fasty przyrzekamy wobec sztandaru, że będziemy robić wszystko aby spełnić cele, które postawił sobie nasz Związek.
    Zawsze będziemy dążyć do realizacji zasad sprawiedliwości społecznej i prawdy
    Nie będziemy szczędzili trudu dla dobra Ojczyzny i załogi.
    Będziemy darzyli się wzajemnym szacunkiem i zaufaniem.
    Przyrzekamy, że będziemy wierni związkowi nawet w najtrudniejszych chwilach i niezależnie od ataków, akcji dezinformacyjnych czy prób podzielenia nas .
    Wielkie słowa wypisane na naszym sztandarze "Wiara - Honor - Ojczyzna" będą przyświecać nam w naszym życiu i działaniu.
    Tak nam dopomóż Bóg
    Uroczystość zakończyła się odśpiewaniem hymnu narodowego.


    Władza prowokuje

    Innym ważnym wydarzeniem było Zakładowe Zebranie Delegatów NSZZ "Solidarność" BZPB Fasty. W numerze 45 Biuletyn Informacyjny tak je relacjonował:
    Dnia 21.09. 1981 r. obradowało w BZPB Fasty Zakładowe Zebranie Delegatów NSZZ "Solidarność". Głównymi tematami zebrania miały być :
    - Ocena sytuacji społeczno - politycznej kraju i ustosunkowanie się do niej delegatów.
    - Ocena I tury Krajowego Zjazdu.
    - Sprawozdanie z działalności KZ "S" Fast.
    Niestety organa MO i SB dostarczyły delegatom tematu, który zbulwersował wszystkich obecnych na sali. Mianowicie 10.09.1981 r. został zatrzymany przez MO i pobity członek "Solidarności" w Fastach - Ryszard Marciuk. Aresztowano go w momencie, gdy "nieprawidłowo przechodził przez jezdnię". Nie wiem co tak zdenerwowało funkcjonariuszy MO - sposób przechodzenia przez ulicę, czy znaleziony przy zatrzymanym statut KPN, a może to, że R. Marciuk zajmował się rozpropagowaniem wśród załogi Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania - dość, że funkcjonariusze obezwładnili go gazem paraliżującym i prawdopodobnie go wtedy pobili. Później przesłuchiwano go w komisariacie i Komendzie Wojewódzkiej. Obradujący z oburzeniem wysłuchali tej wiadomości, po czym wybrano delegację, która pojechała do prokuratora celem zaproszenia go do Fast, aby wyjaśnił cały incydent.
    W czasie gdy "poszukiwano" osób kompetentnych wyjaśnienia sprawy, delegaci obradowali nad przedstawionym wyżej porządkiem zebrania. Podjęto kilka uchwał, w których między innymi zebrani wyrazili oburzenie wobec rozpowszechnianie, w prasie oficjalne, oszczerstw pod adresem "Solidarności". Poparli decyzję I KZD w sprawie samorządu pracowniczego i zatwierdzonych poprawek w statucie, zaapelowali do białostockich delegatów na Zjazd o rozwagę. Wystosowali na ręce Zarządu Regionu protest przeciwko postawie delegatów w czasie Zjazdu. Na ręce delegatów złożyli wniosek o poruszenie w czasie drugiej tury Zjazdu sprawy ukarania winnych wydarzeń lat 1956, 1968, 1970, 1976.
    Następnie sprawozdanie złożyli delegaci, którzy wrócili z poszukiwań prokuratora. Oczywiście ani jego, ani żadnej osoby mogącej wyjaśnić sprawę nie zastali. "Akurat odbywała się ważna narada". Natomiast przedstawili stanowisko ppłk. Karwowskiego, oddelegowanego do kontaktów z "Solidarnością". Oświadczył on, że Marciuk nie był w żadnym z komisariatów przesłuchiwany. Został zatrzymany w stanie nietrzeźwym celem odwiezienia do izby wytrzeźwień. W czasie próby zatrzymywania uciekł po wagonach kolejowych i tam się okaleczył. Prokurator nie zaszczyci swoją obecnością zebranych bo cała sprawa nie jest godna uwagi.
    Oczywiście nikt nie dał wiary wyjaśnieniom. Delegaci postanowili dalej oczekiwać przybycia prokuratora. Dobowe oczekiwanie nie dało rezultatu. W związku z tym delegaci po kilkunastu godzinach postanowili zakończyć okupację sali. Protestując przeciwko "takiemu postępowaniu władz" założyli Zakładowy Komitet Obrony Więzionych za Przekonania.
    Zapisało się ponad 700 osób. Jego działalnością kierował Jerzy Wysocki. Delegaci odstąpili od pierwotnego zamiaru podjęcia strajku.
    Dodajmy (na podstawie gazety zakładowej "Fasty"), że w dokonanej ocenie i sprawozdaniu przedstawianym przez Komisję Zakładową stwierdzano między innymi:
    Był to rok wyjątkowo trudny dla "Solidarności". Szczególnie ostatnio, gdy wrogi stosunek wobec Związku nasilił się. Są siły, które konsekwentnie zmierzają do skłócenia społeczeństwa. Największe osiągnięcia Związek zanotował walcząc bronią strajkową. Metoda ta jednak mocno eksploatuje siły psychiczne społeczeństwa. Po konflikcie bydgoskim Związek przeszedł na taktykę negocjacji i tak działając nie uzyskał nic lub niewiele. Szansą jest samorząd. W sprawozdaniu przedstawiono także dokonania oraz problemy. Ze spraw zakładowych w dyskusji omawiano m.in. zamiar likwidacji nocnej zmiany i związane z tym problemy w zatrudnieniu (redukcje); koncepcję powołania spółdzielni mieszkaniowej; lokalizację oddziału pracy chronionej; dyskutowano nad projektem systemu reglamentacji. Omawiano także przebieg I tury Zjazdu Krajowego.
    16 października 1981 roku Komisja Zakładowa wystosowała protest przeciwko trybowi wyboru Prezydenta Miasta (Tadeusz Naczas). Radnym zarzucono, że dokonano tego bez żadnych konsultacji z mieszkańcami. Protest nie dotyczył osoby, a samych mechanizmów wyborczych.
    Zaraz po zakończeniu I tury Zjazdu w Gdańsku, 10 października, odbył się dalszy ciąg obrad Zakładowego Zjazdu Delegatów. Z Komisji Zakładowej odwołano trzy osoby: Janinę Ambrożewicz, Jadwigę Bakun i Lucjana Piwowarskiego, a w ich miejsce wybrano: Mirosława Zwitka, Henryka Koczota i Ireneusza Guzowskiego. Poszerzono Komisję Rewizyjną o: Jerzego Wysockiego, Witolda Mierzwińskiego, Piotra Fiedoruka i Jana Olszewskiego. Dyskutowano o bardzo wielu problemach, najwięcej o reglamentacji.
    Podobnie było 27 października 1981r. na nadzwyczajnym Zebraniu Zarządu Regionu z udziałem największych komisji zakładowych, m.in. poświęconemu rozdziałowi artykułów deficytowych - dotychczas nie reglamentowanych. Główne tezy stanowiska tworzyła Komisja Zakładowa Fast. Projekt Solidarności przedstawiał Jerzy Jamiołkowski. Główną ideą było uporządkowanie zakupów kartkowych poprzez "przypisanie" ludzi do konkretnych sklepów i wyznaczenie terminów ich realizacji. Miało to przynieść oszczędność czasu wystawanego w kolejkach.
    Ponadto omawiano sprawę strajku ostrzegawczego ogłoszonego na 28 października. Z uwagi na brak kworum Zarządu Regionu nie podjęto żadnych decyzji. 20/ Przyp. aut. - str.48. W efekcie jedynie przewodniczący komisji z dużych zakładów przedstawili stan przygotowań do strajku w swoich zakładach.


    Nadchodzi konfrontacja

    Jesień 1981 roku to czas licznych protestów, o różnym tle. Strajki były prowadzone przez struktury zakładowe i regionalne. Także w Fastach na 26 października 1981 roku ogłoszono gotowość strajkową (powód - złe zaopatrzenie w żywność). Aby zapanować nad tą sytuacją (zdaniem "Solidarności" prowokowaną przez władze) Komisja Krajowa wezwała do wygaszenia wszystkich akcji i skupienia się wokół głównych żądań Związku. Temu miał służyć ogólnopolski strajk ostrzegawczy. Komisja Zakładowa fastowskiej "Solidarności" oczywiście go poparła, odwołując ogłoszoną wcześniej zakładową gotowość strajkową.
    Strajk ogólnopolski poprzedziła niezwykle już ostra konfrontacja propagandowa. Władze zmobilizowały partię, związki branżowe, administrację.
    Podobnie było w Fastach. W przeddzień na wydziałowych tablicach ogłoszeń pojawiły się plakaty i ogłoszenia apelujące do załogi o czynny udział w strajku. Obok takich haseł jak - "Pracuj i nie jedz dla dobra PZPR" pojawiają się kontr hasła - "Strajk nie daje chleba" i wezwania o nie przerywanie pracy. Władze partyjno - administracyjne rozgłosiły, że zapłaty za strajk nie będzie, bo jest to strajk polityczny. Znowu podkreślano następstwa strat w produkcji.
    Na posiedzeniu Komisji Zakładowej ustalono, że niedopuszczalne jest stosowanie jakichkolwiek form presji i przymusu do udziału w akcji protestacyjnej, jedyną formą może być osobiste przekonywanie. Działacze robili to niemal bez przerwy, idąc od zespołu do zespołu. Kierownicy z kolei naciskani przez dyrekcję żądali od mistrzów skutecznego działania włącznie z zastraszaniem. Dotąd nigdy nie było takiej atmosfery nacisku. 21/ Przyp. aut. - str.48. Jednak do strajku doszło.
    Oto opis jego przebiegu zamieszczony w Biuletynie Informacyjnym:
    28.10. środa godz. 11,50. Za dziesięć minut rozpoczyna się ogólnopolski godzinny strajk ostrzegawczy. Budynek BZPB Fasty udekorowany biało - czerwonymi flagami. Przy wejściu straż porządkowa. Na rękawach opaski w barwach narodowych z nadrukiem "Solidarności".
    W siedzibie Komisji Zakładowej trwają ostatnie przygotowania do strajku. Ryszard Szczęsny przez zakładowe głośniki informuje załogę o przyczynach i celach tego protestu... Punktualnie o godz. 12 zostaje włączona syrena alarmowa - znak, że rozpoczyna się akcja protestacyjna.
    Na poszczególnych wydziałach... zapada cisza. Tylko gdzieniegdzie słychać łoskot pracującego urządzenia. To członkowie związków branżowych i partii nie przystąpili do strajku. KZ "Solidarność" uznała uczestnictwo w tej akcji za całkowicie dobrowolne i nie stosowała żadnych środków nacisku na tych, którzy zdecydowali się pracować... Zdarzają się przypadki, że na opuszczonych maszynach pracuje sam majster. Jeden wydział nie podporządkował się decyzji Komisji Krajowej. Członkowie Komisji Zakładowej na tkalni kolorowej wywiesili jedynie na swoich stanowiskach pracy biało - czerwone chorągiewki. Przewodniczący Komisji Wydziałowej nie przekonał należycie swojej załogi. Zdaniem przewodniczącego KZ uczynił to celowo; jeszcze na godzinę przed strajkiem zapewniał, że załoga przerwie pracę... Działanie administracji, straszącej zwolnieniami... zrobiło swoje.
    Z pobieżnych ocen wynika, że o godz. 12 pracę przerwało około 75 % załogi pracującej na tej zmianie.
    O godzinie 13 syrena oznajmia zakończenie strajku. Przewodniczący KZ J. Jamiołkowski dziękuje tym wszystkim, którzy czynnie poparli uchwałę KK.
    10 - 13 listopada 1981 roku w Supraślu odbyło się IX Zebranie "Sieci". Organizatorem była Komisja Zakładowa Fast. Przedmiotem obrad były projekty ustaw i aktów prawnych dotyczących reformy gospodarczej oraz samorządu terytorialnego, sędziowskiego i ordynacji wyborczej do rad narodowych. Uczestniczyli w nim tacy eksperci jak: L. Balcerowicz, P. Czartoryski, T. Stankiewicz, T. Gruszecki. Byli także przedstawiciele Komitetu Założycielskiego Krajowej Federacji Samorządów: K. Musolf, A. Kocięga , M. Gruda. Jak zwykle byli przedstawiciele Komisji Zakładowych największych polskich zakładów wchodzących do "Sieci" wraz z inicjatorem jej powstania Jerzym Milewskim.
    To ważne wydarzenie zostało niemal zupełnie zignorowane przez regionalne kierownictwo Związku. Ustosunkował się do tego publicznie w liście do redakcji Biuletynu Informacyjnego - Ryszard Szczęsny.
    W dniach 10 - 13 listopada z inicjatywy KZ NSZZ "Solidarność" przy BZPB Fasty odbyło się spotkanie sieci... Byli eksperci i doradcy. Dopisała również prasa związkowa ("AS", radio "Solidarność", wydawnictwa niezależne), inne organy ( Słowo Powszechne , Gazeta Współczesna)... Jak ważne było to spotkanie, niech świadczy obecność przedstawiciela KK, członka Prezydium naszego związku Jacka Merkela, który w najbliższym czasie będzie negocjował z rządem w sprawie samorządów i reformy gospodarczej.
    W tym miejscu chciałbym postawić parę pytań do prezydium i Zarządu Regionu, a mianowicie - dlaczego nikt z Prezydium i Zarządu nie brał udziału w spotkaniu... Kolega Rybnik "zaszczycił" swoją obecnością na okres 15 minut... W kuluarach było zdziwienie uczestników obrad czy naprawdę nie ma u nas zainteresowania tym czym żyje Związek... Na gorące prośby członków KZ Fast zorganizowano spotkanie w sali "Forum" z ekspertami i doradcami "Sieci"(mimo nawału pracy w Supraślu zgodzili się oni na to spotkanie). Organizację i powiadomienia wziął na swoje barki Zarząd i co się okazało... w spotkaniu wzięło udział 40 osób... znów spotkaliśmy się z uwagami, co u nas robi Prezydium i Zarząd, czyżby wszyscy ich członkowie byli na tyle mocni w tych tematach. Najdobitniej wytłumaczył to przedstawiciel PAFAWAG-u, który stwierdził, że na same nazwiska Stankiewicza, Balcerowicza czy Czartoryskiego we Wrocławiu przyszłoby 500 osób. Z kolei Kolega Nowak z Huty im. Lenina stwierdził, że jeśli wiceprzewodniczący Zarządu Regionu nie potrafi wytłumaczyć do czego ma służyć powołanie Społecznej Rady Gospodarki Narodowej to niech lepiej nie wypowiada się na łamach Gazety Współczesnej. Nie wiem dlaczego Zarząd nie próbował wykorzystać obecności członka KK Jacka Merkela. Nie chodzi o to aby go witać, a wręcz przeciwnie zarząd mógłby podsunąć parę problemów nurtujących nasz region....Czy naprawdę nikogo w Zarządzie nie interesują sprawy reformy i samorządu ? Uważam, że nie wykorzystano pobytu ludzi, którzy najlepiej się na tym znają.
    Listopad i grudzień 1981 roku zdominowane były sytuacją ogólnopolską. Władze partyjno - rządowe zaostrzyły konfrontacyjną postawę. W "Solidarności" dojrzewały koncepcje generalnych politycznych rozwiązań. One stają się także przedmiotem dyskusji działaczy "Solidarności" w Fastach. Rozważane są zamiary strajku czynnego i referendum. Powstają koncepcje wyborów, nowych partii politycznych. Jednocześnie z radykalizacją działaczy daje się zauważyć u zwykłych członków zwątpienie i ludzki strach przed skutkami konfrontacji z władzami. Co najmniej kilkanaście osób wypisało się ze Związku.
    W listopadzie "Solidarność" ogłasza akcję "Zima". Była to próba zorganizowania samoobrony społecznej przed skutkami fatalnej sytuacji gospodarczej. Tworzono Związkowe Pogotowie Zimowe. Białystok podzielono na 15 rejonów, podporządkowanych Komisjom Zakładowym największych zakładów pracy. Jednym z nich były Fasty.
    W Fastach pojawiły się grupy wojskowych. Działacze "Solidarności" próbują z nim rozmawiać, przekonywać do szczerości intencji i posiadanych przez "Solidarność" racji. Nikt jednak nie domyślał się jaki jest rzeczywisty cel wizyty oficerów. Okaże się to 13 grudnia.
    W grudniu strajkują studenci. Białostoccy- prowadzący strajk okupacyjny - otrzymują pomoc m.in. z Fast. Komisji Zakładowej udało się "wyrwać" z ośrodka w Doktorcach i wypożyczyć strajkującym studentom koce i materace. Była tego cała ciężarówka. Pacyfikacją zakończył się strajk w Szkole Pożarnictwa w Warszawie. Mieliśmy świadomość - również w Fastach - że władze szykują się do konfrontacji. Jednak nikt nie spodziewał się, że będzie tak represyjna jak stało się to 13 grudnia.


    Przypisy autorskie:
    7/. Konkurentami do tej funkcji byli: Andrzej Domińczak, Kazimierz Manicz, Cezary Nowakowski, Mirosław Piszczatowski.
    8/. Pełniła w Komisji rozliczne funkcje: zaopatrzeniowca (ważne z uwagi na co i raz prowadzone akcje protestacyjne, wymagające dyżurów dniem i nocą ), sekretarki i maszynistki ( bardzo istotne zajęcie - bowiem niemal codziennie tworzono różnego rodzaju pisma i ulotki, rozwieszane na tablicach informacyjnych ).
    9/. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na cechującą fastowską Komisję Zakładową - także w późniejszym okresie - dosyć specyficzną (różną w stosunku do większości komisji - garnących się do władzy) strategię współpracy z Regionem. Była ona formą pewnego izolacjonizmu, wynikającego z poczucia siły i przekonania, że istotą Związku są komisje zakładowe; Region nie musi pomagać, to raczej Fasty mogą pomagać Regionowi. Konsekwencją tej postawy było jednak także unikanie kandydowania przedstawicieli Fast w wyborach do władz regionalnych, w myśl ukutych wtedy zasad, że "szkoda marnować czas w Regionie" (w jakimś sensie niesprawność organizacyjna i powszechne rozgadanie panujące wtedy w MKZ takie rozumowanie uzasadniały) i innej, że "wystarczy nam tam jeden łącznik".
    10/. Wiązało się to z formalnymi procedurami, wymagało wypisania się ze starego związku, wypełnienia deklaracji do "Solidarności", a od Komisji Zakładowej i Komisji Wydziałowych sporządzenia różnego rodzaju list i pism, do komórek organizacyjnych zakładu. Wymagane deklaracje złożyło do końca lutego 4340 pracowników.
    11/. Jako swoistą ciekawostkę można podać, że był przypadek, kiedy działacze "Solidarności" stawali przed Sądem Pracy jako świadkowie oskarżenia, udowadniając fałszywość zeznań świadka obrony w sprawie o picie alkoholu w pracy.
    12/. Trudno z obecnej perspektywy historycznej oceniać jego realność, sposób zachowania władz, a także ewentualną postawę członków "S" wobec prawdopodobnego użycia siły, niemniej z perspektywy Fast z pewnością można powiedzieć, że właśnie wtedy była największa determinacja, która potem już w miarę czasu słabła. Z czasem mieliśmy do czynienia jedynie ze zjawiskiem radykalizacji postaw działaczy. W marcu także zwykli pracownicy czuli się silni i zdecydowani. 13/. Przy okazji warto dodać, że w ramach sekcji działały także zakładowe organizacje "Solidarności" z łomżyńskich i zambrowskich zakładów bawełnianych, mimo, że formalnie należały do Regionu Mazowsze.
    14/. Fasty wykonały ołtarz na placu przy ulicy Leszczynowej, gdzie 3 maja i później odbywały się największe związkowe uroczystości.
    15/. Usunięty po wprowadzeniu stanu wojennego, powrócił w latach dziewięćdziesiątych na stałe za sprawą "Solidarności".
    16/. W stanie wojennym stał się on kapelanem fastowskiej "Solidarności" i Duszpasterstwa Ludzi Pracy Fast.
    17/. został wybrany, jednak uczestniczył w Zjeździe jako obserwator z ramienia Komisji Zakładowej.
    18/. Przeważył pogląd, aby w uroczystościach religijnych społeczność fastowska była reprezentowana w ten sposób, a nie poprzez związkowy sztandar.
    19/. W roku 1984, dzięki fastowskiej, podziemnej "Solidarności" i Duszpasterstwu Ludzi Pracy z Fast przeprowadzono ponowną zbiórkę pieniędzy na kaplicę - symbolicznie fastowską - w dolnym kościele Św. Kazimierza. Do kaplicy przekazano wykonaną przez Janusza Kopanię kopię obrazu El Greco - "Święty Paweł". I druga uwaga - zbiórka pieniędzy na rzecz obu Kościołów - rzymsko katolickiego i prawosławnego świadczy także o tym, że w działaniach fastowskiej "Solidarności" starano się równoprawnie traktować ludzi bez względu na wyznanie. W latach 1980 - 1981 w fastowskich władzach "Solidarności" było szereg osób wyznania prawosławnego, choć z obecnej perspektywy czasowej wydaje się, że istniała wśród tej grupy pracowników pewna rezerwa wobec "Solidarności".
    20/. Brak kworum, wybranych w czerwcu władz, zdarzał się częściej, co jaskrawo kontrastowało z autentycznym zaangażowaniem na "nieformalnych" posiedzeniach regionu przed wyborami .
    21/. Wydaje się, że, po raz pierwszy w tym strajku, kierownictwo Fast otrzymało ultimatum - za wszelką cenę do niego nie dopuścić. Był to znak, że partia i rząd szykują się do konfrontacji



    Od stanu wojennego do okrągłego stołu

    Stan wojenny - opór i represje

    13 grudnia 1981 roku internowano: przewodniczącego Komisji Zakładowej Jerzego Jamiołkowskiego (przetrzymywany do 2 marca 1982 r.), wiceprzewodniczącego - Cezarego Nowakowskiego (do 11 marca 1982 r.), członka Komisji Zakładowej - Ryszarda Szczęsnego (do 23 grudnia 1981 r.), przewodniczącego Komisji Wydziałowej Przędzalni Cienkoprzędnej - Antoniego Dymko (do 24 grudnia 1981r.) oraz Antoniego Szczęsnowicza - (do 25 stycznia 1982 r.). 22/ Przyp. aut. - str.61.
    Atmosfera wprowadzonego stanu wojennego, niepewność oraz niezwykła kontrola (wojskowi oficerowie na wydziałach, co jakiś czas przejeżdżające obok zakładu kolumny wozów pancernych) sprawiły, że nie powiodły się próby zorganizowania protestu. Potencjalni organizatorzy byli co i raz wzywani pod różnymi pretekstami na rozmowy z kierownictwem. Próby nawet biernego oporu, np. noszenie znaczka "Solidarności", kończyły się dyscyplinarnymi karami. Mirosław Zwitek, który upominał się o powrót internowanych dostał powołanie do służby wojskowej.
    Natomiast kilku członkom "Solidarności": Jerzemu Wysockiemu, Kazimierzowi Maniczowi, Jolancie Wolany i Witoldowi Mierzwińskiemu udało się wynieść z zakładu m.in.: sztandar "Solidarności", sporą ilość flag, 23/ Przyp. aut. - str.61 trochę znaczków zakładowej "Solidarności" 24/Przyp. aut. - str.61 niektóre dokumenty.
    W ręce SB wpadły m.in.: dokumentacja Komisji Zakładowej, głowica sztandaru, książki z biblioteki związkowej 25/ Przyp. aut. - str.61 prasa, ulotki. Zarekwirowano także sprzęt nagłaśniający (przekazano go szkole przyzakładowej), zajęto konto Komisji Zakładowej, na którym było około 600 tys. zł , z czego 134 tys. zł pochodzące ze zbiórki na chorągwie. Już po 13 grudnia 1981 roku nadeszła do zakładu przesyłka z resztą (3 tysiące) zamówionych zakładowych metalowych znaczków "Solidarności". Oczywiście zostały zarekwirowane.
    Już w pierwszych dniach wdrożono w Fastach ścisłą kontrolę poruszania się po zakładzie. Wprowadzono przepustki, które trzeba było zostawiać u kierownika lub majstra. Można było poruszać się tylko z tą przepustką. Złapanie kogoś bez niej było równoznaczne z dotkliwymi karami, najczęściej finansowymi. Dodatkowo działacze mogący być potencjalnymi organizatorami i liderami protestów byli śledzeni przez zwerbowanych, często w różny sposób szantażowanych i przymuszanych do tego, pracowników. To wszystko sprawiało, że kontakty w zakładzie były z konieczności ograniczone do grona pracowników oddziału czy w najlepszym przypadku wydziału.
    Mimo to już w grudniu zaczynają się tworzyć pierwsze konspiracyjne struktury organizacyjne. Najczęściej tworzą je bynajmniej nie najwyżsi rangą działacze. Nie zawsze były to grupy pracownicze. Pierwszym pracownikiem Fast, którego aresztowano był Edward Łempicki (pracownik przędzalni średnioprzędnej - choć członek "Solidarności", nie był działaczem władz związkowych, nawet wydziałowych). W Knyszynie, którego był mieszkańcem, wraz z bratem Robertem oraz kolegą Janem Olesiewiczem rozprowadzali przez siebie sporządzone ulotki. Zostali zatrzymani - w jednym z pierwszych procesów stanu wojennego w naszym województwie, jeszcze w grudniu 1981 roku, Edwardowi Łempickiemu wymierzono wyrok 1,5 roku ( przesiedział 14 miesięcy ). 26/ Przyp. aut. - str.61.
    Podobnych spontanicznych działań fastowiaków było więcej. Były one wyrazem reakcji dużej części społeczeństwa na wprowadzenie stanu wojennego. Przeważnie nieznane są szczegóły tych - najczęściej - indywidualnych gestów protestu. Szczęśliwie bowiem ich wykonawcy nie zostali zatrzymani przez SB i MO, pozostali bezimienni. Wprowadzenie stanu wojennego spotkało się jednak również z innymi, mniej chwalebnymi reakcjami - tchórzostwem i donosicielstwem. Niestety wielu spośród wybranych działaczy zakładowej "Solidarności" odżegnało się od jakiejkolwiek opozycyjności.
    Już w grudniu 1981 roku kilkoro z fastowskich działaczy "Solidarności" nawiązało kontakty z kierownictwem białostockiego podziemia. Najczęściej były to rozproszone kontakty różnych wydziałowych grup. Początkowo te grupy niekiedy o sobie nic nie wiedziały. Jednak w szybkim tempie na lidera i reprezentanta Fast wyrósł Jerzy Wysocki. Do Fast zaczęto dostarczać biuletyny i ulotki. Ruch był zresztą i w drugą stronę. To właśnie z fastowskiej drukarni filmowej na potrzeby podziemnej poligrafii trafiały przez cały okres stanu wojennego, a również później, do końca lat 80 - tych: siatka do druku sitowego i farby. "Organizowane", co zrozumiałe, nielegalnie.
    Działalność opozycyjna rozwijała się przede wszystkim w typowo męskich wydziałach: wykończalni i dziale głównego mechanika, ale także tkalni białej. Już w grudniu 1981 roku towarzyszą temu pierwsze represje. Obok służbowych kar, również represje SB. 21 grudnia 1981 zatrzymano i aresztowano na 48 godzin Kazimierza Manicza, Henryka Koczota i Witolda Mierzwińskiego. 27/ Przyp. aut. - str.61.
    W marcu wracają z internowania Jerzy Jamiołkowski i Cezary Nowakowski. (Warto wspomnieć, że o internowanych koledzy nie zapominali - rodziny były otoczone opieką). Pierwszy dostaje wypowiedzenie z pracy (chociaż akurat w stosunku do internowanych było to działanie oficjalnie bezprawne). Zaskarżenie sprawy do Sądu Pracy skutkuje wycofaniem wypowiedzenia. Jednak zatrudniony w biurowcu był on pozbawiony w czasie pracy możliwości kontaktów z innymi działaczami. Pozostają zatem spotkania poza nią. Doskonałą okazją były spacery ul. Lipową, w czasie dziennika telewizyjnego. Stale uczestniczyło w nich kilkadziesiąt osób z Fast. Natomiast Cezary Nowakowski, natychmiast po powrocie z internowania, próbuje organizować na wykończalni widoczne formy protestu. Na ścianach pojawiają się napisy "Solidarność", klejone są ulotki.
    A oto skrótowo kalendarium najważniejszych wydarzeń 1982 roku:
    28 kwietnia - aresztowanie Jerzego Wysockiego. 28/ Przyp. aut. - str.62.
    6 maja - Ryszard Szczęsny podczas telewizyjnego spaceru demonstracyjnie zawiesza flagę "Solidarności". Zostaje aresztowany. 29/ Przyp. aut. - str. 62.
    13 maja - zorganizowano "częściowo udaną" próbę strajku (pojęcia "częściowo udany" używam gdyż dyrekcja twierdziła, że przestoju w pracy nie było). Stało się to mimo, że wcześniej, 11 maja służba bezpieczeństwa aresztowała Cezarego Nowakowskiego za namawianie do tego strajku. 30/ Przyp. aut. - str.62.
    12 czerwca - na fastowskim, blisko 100 metrowym kominie, zawisły flagi: Solidarności, narodowa i papieska. Widać je było z daleka, z Białegostoku, przez wiele godzin, bowiem nikt z pracowników Fast nie chciał ich zdjąć. Niektórzy, posiadający uprawnienia wysokościowe zostali za odmowę wykonania polecenia ukarani. Flagi zdjęła dopiero specjalna ekipa milicyjna, przy gwizdach obserwujących to pracowników. Sprawcy wówczas nie wykryto.31/ Przyp. aut. - str. 62.
    11 sierpnia - została aresztowana Grażyna Rynkiewicz. 32/ Przyp. aut. - str.62.
    12 sierpnia - wywieszono dwie flagi "Solidarności.
    29 sierpnia - w Kościele Św. Kazimierza (stary kościół na cmentarzu) odbyła się Msza Święta w intencji rocznicy poświęcenia sztandaru fastowskiej "Solidarności". Uczestniczyło kilkaset osób, w większości fastowiaków. Ponad 200 osób przeszło w pochodzie pod brzozowe krzyże na ul. Leszczynową i złożyło pod nimi kwiaty.
    31 sierpnia - po największej - w czasie całego stanu wojennego - demonstracji w naszym mieście (interwencja ZOMO i bicie) został zatrzymany, m.in. pracownik Fast Mieczysław Lechojda. 33/ Przyp. aut. - str.62. Nie doszło do rocznicowego (dla upamiętnienia podpisania porozumień sierpniowych) strajku w Fastach, a to z uwagi na wyjątkową kontrolę. Do największych zakładów przydzielono bowiem specjalne grupy wojskowe. Wzmocniono kontrolę SB i administracji.
    13.października - godzinny strajk na wykończalni i składalni potraktowany jako postój. Mimo to Kazimierzowi Maniczowi i Wiesławie Filipowicz potrącono "trzynastki". Wiesława Filipowicz wkrótce otrzymała wypowiedzenie z pracy. Cezarego Nowakowskiego przeniesiono na inną zmianę. Po jakimś czasie, w wyniku nieustannego nękania, odszedł z pracy w Fastach.
    10 listopada - celem udaremnienia próby strajku w Fastach pojawiła się 30 - osobowa, wojskowa grupa operacyjna. Wprowadzono rygorystyczna kontrolę na wydziałach produkcyjnych. Trójkę działaczy "S": Cezarego Nowakowskiego, Wiesławę Filipowicz i Kazimierza Manicza zatrzymało SB, uniemożliwiając wejście do zakładu
    30 listopada - na odbycie trzymiesięcznych ćwiczeń wojskowych - w całym kraju - powołano działaczy "Solidarności". Spośród fastowiaków do Czerwonego Boru trafił Szymon Bielski.
    Rok 1982 był tym okresem w Fastach, gdzie można mówić o próbach bezpośredniego oporu. Niestety nie przynosiło to oczekiwanych efektów, a konsekwencje były bardzo dotkliwe.
    Sumując ten okres trzeba podkreślić, że w przypadku Fast wszyscy internowani, aresztowani, represjonowani spotykali się z solidarnością kolegów. Ich rodziny były otaczane stałą opieką. Przekazywano pieniądze, robiono paczki żywnościowe, opłacano grzywny. Niestety takie formy solidarności (polegające niekiedy tylko na wyrażaniu sympatii i bliskości) przejawiało najwyżej trzysta, pięćset osób. Reszta była obojętna lub zwyczajnie wystraszona.
    Mimo, że począwszy od roku 1983 nikogo w Fastach nie skazano za działalność opozycyjną, to jednak dochodziło do przypadków zatrzymań przez SB i aresztowań (m.in. w czerwcu 1983 roku przez kilka tygodni przetrzymywano Krzysztofa Kozłowskiego), przesłuchań, rewizji. Rutynowo, przed rocznicami świąt takich, jak przykładowo 1 maja czy 31 sierpnia, na wiele godzin byli wzywani i zatrzymywani czołowi działacze fastowskiej "Solidarności".
    W ramach poszukiwań, innych niż strajkowe form protestu, w początkach 1983 roku ukazał się pierwszy numer biuletynu zakładowej "Solidarności" o nazwie "Wątek". Głównym inicjatorem był: Szymon Bielski. W druku pomagał Andrzej Fedorowicz. 34/ Przyp. aut. - str.62. Ukazały się dwa numery.


    Przetrwać

    Świadomość, że próby bezpośredniej walki strajkowej są skazane na niepowodzenie sprawiła, że zaczęto poszukiwać w Fastach innych form działania, pozwalających z jednej strony budować autentyczne wartości i nie sprzecznych z ideałami "Solidarności", a jednocześnie pozwalających tę działalność legalizować. Coraz mocniejsza była świadomość, że najważniejszym celem staje się - przetrwać, przenieść ideały "Solidarności", móc je kiedyś przywrócić do życia.
    Po zorganizowanym w styczniu 1983 zakładowym opłatku (w parafii Św. Kazimierza) zrodziła się idea utworzenia Zakładowego Duszpasterstwa Ludzi Pracy. Jego animatorami byli: Agata Dołęgowska, małżeństwo Rozwadowskich, Władysława Sobolewska, małżeństwo Mierzwińskich, Marian Kruk, Danuta Woźniel, Wacława Rogowska, Janina Szpajchler, Leontyna Omielańczyk, Krystyna Waszkiewicz, Ireneusz Szczytko, Eugenia Adamska. W zakresie organizacyjnym uczestniczył w tej inicjatywie także Jerzy Jamiołkowski. Niezależnie od tego, że zamysł formacyjny był czymś autentycznym, to w ramach Duszpasterstwa prowadzono również działalność patriotyczną, charytatywną, turystyczną, wreszcie - przy okazji - związkową. Opiekę duszpasterską sprawował Ks. Józef Wiśniewski. Dzięki życzliwości księdza proboszcza parafii Św. Kazimierza- Ks. Bogdana Maksimowicza w salach parafialnych można było się spotykać. Zakładowe Msze Święte odbywały się regularnie, co miesiąc, do końca lat osiemdziesiątych. Uczestniczyło w nich z reguły od kilkudziesięciu do dwustu osób.
    Duszpasterstwo organizowało także takie formy spotkań jak projekcje filmowe, spotkania po domach, wymianę książek. Członkowie duszpasterstwa pomagali w technicznej organizacji Dni Kultury Katolickiej; pracowali również przy budowie kościoła Św. Kazimierza.
    Jednak najpopularniejszą formą działalności były pielgrzymki. Oprócz udziału -zorganizowanych fastowskich grup - w takich pielgrzymkach pieszych jak: Częstochowska, Różanostocka czy do Krypna, organizowano wyjazdy autokarowe, które obok modlitwy (najczęściej w sanktuariach maryjnych), w swoim programie zakładały także poznawanie zabytków, historii, miejsc patriotycznych. Nocowano w namiotach, na polach biwakowych, lub częściej w klasztorach. Ponadto organizowano zbiorowe fastowskie wyjazdy na wszystkie w latach osiemdziesiątych wizyty papieskie (nawet jednorazowo czterech autokarów czyli blisko 200 osób). Autokary organizowane były bądź w Fastach (zakładowe), a kiedy SB zaczęła to utrudniać były wynajmowane na zewnątrz.
    Najważniejsze z tych zakładowych peregrynacji to:
    1983 rok - wizyta Ojca Świętego (Częstochowa i Warszawa).
    1984 rok - autokarowa pielgrzymka, m.in.: Niepokalanów, Kraków, Oświęcim, Kalwaria Zebrzydowska, Nowa Huta.
    1985 rok - autokarowa pielgrzymka m.in.: Kodeń, Lublin, Majdanek, Tarnów, Kalwaria Pacławska, Bieszczady.
    1986 rok - autokarowa pielgrzymka na Wybrzeże; odwiedzono m.in. Gdańsk, Gdynię, Frombork, Św.Lipkę, Toruń, Gietrzwałd, Malbork.
    1987 rok - wyjazd do Gdańska i Warszawy w związku z wizytą Ojca Świętego oraz latem kolejna autokarowa pielgrzymka, m.in. do: Poznania, Lichenia, Gniezna, Biskupina, Kruszwicy.
    Ponadto co roku organizowano krótsze, jedno lub dwudniowe wyjazdy do Lichenia, Leśnej, Kodnia oraz na Msze za Ojczyznę (Suchowola, Warszawa). Począwszy od 1986 roku tradycją stały się fastowskie pielgrzymki (w sierpniu) do Hodyszewa.
    Te wspólne wyjazdy budowały wspólnotę, integrowały ludzi; były też okazją do wyrażania wierności ideałom "Solidarności", odwiedzano bowiem miejsca związane z "Solidarnością", spotykano się z ludźmi "Solidarności".
    Z chwilą powstania Białostockiego Duszpasterstwa Ludzi Pracy (przełom 1984 - 1985 r.) fastowskie duszpasterstwo ściśle z nim współdziałało.
    Mniej więcej od 1983 - 1984 zanikają bezpośrednie, zorganizowane zakładowe działania "Solidarności". Ale w zakładzie kolportowana była nadal prasa podziemna; sporo osób uczestniczyło w działaniach różnych białostockich grup oporu, a także wszelkich akcjach protestacyjnych. Organizowany był także udział w demonstracjach, pochodach. Niektórzy uczestniczyli również w bezpośredniej działalności podziemnej, przede wszystkim kolportażu biuletynów i ulotek. Chociaż dotkliwość represji słabła, najaktywniejsi nadal byli nękani przez SB - wezwaniami na tzw. rozmowy, rewizjami, zakazem otrzymania paszportu itp.
    Od autora: Pisząc te "Zapiski" postanowiłem, że z nazwiska i daty przypominać będę tylko te wydarzenia, które są udokumentowane pisemnym zapisem albo zapisem pamięci wielu osób. Celowo rezygnuję z powoływania się na swoją wyłączną pamięć. To sprawia, że wiele momentów i zdarzeń pomijam. Konwencja trzymania się zdarzeń udokumentowanych nie może jednak przeszkodzić w odnotowaniu wydarzeń, w których - choć trudno ustalić konkrety typu: kto, kiedy, jakie transparenty itp. - to jednak wiadomo, że miały miejsce i były ważnymi akcjami, również związkowców z Fast. Mam tu na myśli Msze za Ojczyznę (zarówno w Białymstoku jak wyjazdowe- Warszawa, Suchowola) i - niestety - uczestnictwo w pogrzebach: Księży Jerzego Popiełuszki, Stanisława Suchowolca, a także zmarłych działaczy białostockiej "Solidarności"
    I dlatego za konieczne uważam przypomnienie nazwisk najbardziej oddanych sprawie "Solidarności", którzy czynnie, przez publiczny udział w różnego rodzaju akcjach białostockiej "Solidarności" zaświadczali wierność sprawie.
    Byli to: Eugenia Adamska, Bogdan Antoniuk, Szymon Bielski, Danuta Brzósko, Cecylia Chorościan, Andrzej Dąbrowski, Agata Dołęgowska, Antoni Dymko, Wanda Dyśko, Wiesława Filipowicz, Szczepan Fronc, Kazimierz Jabłoński, Mirosław Jakimowicz, Henryk Koczot, Marian Kokoszkiewicz, Danuta Kopciewska, Antoni Korzeniecki, Krzysztof Kozłowski, Marian Kranc, Marian Kruk, Mieczysław Lechojda, Ryszard Marciuk, Mieczysław Miedźwiedzki, Maria Mierzwińska, Witold Mierzwiński, Cezary Nowakowski, Leontyna Omielańczyk, Kazimierz Piechotko, Kalikst Rogalewski, Wacława Rogowska, Jadwiga Rozwadowska, Romuald Rozwadowski, Grażyna Rynkiewicz, Aldona Skopiec, Władysława Sobolewska, Grażyna Stypułkowska, Leszek Stypułkowski, Maciej Szachidewicz, Antoni Szczęsnowicz, Ryszard Szczęsny, Ireneusz Szczytko, Janina Szpajchler, Bożenna Tefelska, Krystyna Waszkiewicz, Jolanta Wolany, Danuta Woźniel, Jerzy Wóźniewski, Józef Wróblewski, Jerzy Wysocki, Grzegorz Zalewski, Mirosław Zwitek.
    Z góry przepraszam za pominięcie kogokolwiek, ale opieram się jedynie na zawodnej pamięci własnej i najbliższych przyjaciół.


    Wychodzenie na powierzchnię

    Postawa wielu (nie tylko wymienionych z nazwiska) fastowiaków, a także fakt istnienia zintegrowanego, zorganizowanego środowiska zakładowego Duszpasterstwa Ludzi Pracy sprawiły, że kiedy w połowie 1988 roku po strajkach sierpniowych zrodziła się idea relegalizacji "Solidarności", poprzez zakładanie komitetów założycielskich i składanie wniosków do sądów o rejestrację, w Fastach nie było z tym żadnych kłopotów. W jawnym RKW przedstawicielem Fast został Romuald Rozwadowski. Mniej więcej w tym samym czasie, we wrześniu 1988 roku, rozpoczęto zapisy.
    W październiku złożono wniosek do Sądu podpisany przez Komitet Założycielski w składzie: Bogdan Antoniuk, Szymon Bielski, Danuta Brzósko, Szczepan Fronc, Jerzy Jamiołkowski, Leontyna Omielańczyk, Romuald Rozwadowski, Władysława Sobolewska, Czesława Stypułkowska, Lech Stypułkowski, Janina Szpajchler, Krystyna Waszkiewicz, Jerzy Woźniewski. Wcześniej, do 15 października, działała komisja organizacyjna, która zebrała 605 podpisów pod wnioskiem o reaktywację Związku.
    Do rozprawy rejestracyjnej, która miała się odbyć 19 grudnia 1988 roku nie doszło. Był to bowiem jeszcze ten czas, kiedy taki wniosek nie mógł uzyskać akceptacji Sądu. Podobnie jak we wcześniejszej rozprawie Uchwytów Sąd Wojewódzki przesłał Trybunałowi Konstytucyjnemu do rozstrzygnięcia wątpliwości prawne.
    Fasty były w tym czasie jednym z pierwszych - i nielicznych białostockich zakładów - które podjęły działania zmierzające do odzyskania Związku. Świadczą o tym zapisy białostockiej podziemnej prasy
    Nasz Głos - grudzień 1988: Działa już 5 komitetów założycielskich "S": FPiU, Fasty, Naprzód, Filia UW, Gazownia.
    Nasz Głos - marzec 1989: W Fastach doszło do próby montowania strajku na wydziałach gdzie nie ma Solidarności, lecz dzięki zdecydowanej akcji wyjaśniającej KZ (Komitetu Założycielskiego - Przyp. aut.) do strajku nie doszło.35/ Przyp. aut. - str.60.
    Biuletyn Informacyjny nr 118 z 10 kwietnia 1989 :
    10 marca z inicjatywy Komitetu Założycielskiego NSZZ"S" w Fastach odbyło się spotkanie z dyrektorem zakładu A. Kuchniewskim. Uznano je za konieczne, gdyż jak stwierdził dyrektor komitet "S" jest reprezentantem znacznej grupy pracowniczej i niezależnie od stanu prawnego uznaje to za stan faktyczny.
    Członkowie Związku przedstawili najważniejsze problemy, których wyjaśnienie byłoby pomocne w organizowaniu się zakładowej "Solidarności". Oto niektóre z tych spraw:
    - dopuszczenie reprezentacji "Solidarności" do udziału w opiniowaniu i podejmowaniu decyzji w tych sprawach, które wymagają związkowego stanowiska,
    - dopuszczenie "Solidarności" do normalnych, zakładowych kanałów informacyjnych (radiowęzeł, biuletyn, poligrafia),
    - zrekompensowanie załodze skutków inflacji (z uwagi na "okrągły stół" fastowska "Solidarność" wystąpiła z apelem o czasowe zawieszenie roszczeń płacowych),
    - zwrot majątku związkowego, w tym symboli zakładowej "Solidarności" (znaczki, głowica sztandaru).
    Dyrektor wyjaśnił, że w zasadzie większość z tych spraw można załatwić. Na zakończenie obie strony uznały spotkanie za istotne.
    5 kwietnia 1989 r. zakończyły się obrady "okrągłego stołu"; 17 kwietnia NSZZ "Solidarność" została ponownie zarejestrowana. Fastowska - jak mało gdzie w Białymstoku - była do podjęcia działalności organizacyjnie przygotowana.


    Przypisy autorskie:

    22/. Zaskakujące może się wydać internowanie tego ostatniego, nie pełnił on bowiem żadnych funkcji w Związku. Najprawdopodobniej SB kierowało się tym, że w czerwcu 1976 roku uczestniczył w proteście na tkalni białej.
    23/. Szczęśliwie część wydrukowanej tkaniny pozostało na produkcji (na składalni) - potem dobrze służyły, nie tylko w Białymstoku.
    24/. Kilka dni wcześniej do zakładu nadeszło pierwsze 1500 z 4500 sztuk, które mieli otrzymać wszyscy członkowie. Większość znaczków z tej pierwszej partii zostało rozprowadzonych wśród członków "Solidarności".
    25/. Na szczęście większość była w czytaniu, wypożyczona; nie prowadzono formalnego rejestru wypożyczeń, stąd SB nie miała możliwości ich "odzyskania".
    26/. Wśród oskarżonych był jeszcze jeden pracownik Fast - Żak, mieszkaniec Chraboł ( niestety nie udało mi się ustalić imienia). Został uniewinniony, gdyż E. Łempicki winę wziął na siebie.
    27/. Później podobnych przypadków było więcej, dotyczyły jeszcze kilku - co najmniej - osób.
    28/. Jemu i pozostałym kilku osobom zarzucano całą, długą listę czynów bezprawnych; m.in. próby działalności zbrojnej. Przebywał w więzieniu przez cały czas jako aresztowany. Dopiero po blisko 1,5 roku, 18 listopada 1983 roku odbyła się rozprawa sądowa. Większości zarzucanych czynów nie udowodniono. Zasądzono wyrok, który "akurat" objął czas odsiedzianego aresztu. Po wyjściu na wolność wyemigrował do Australii.
    29/. Przez pewien czas po aresztowaniu przebywał w szpitalu (m.in. dzięki pomocnym "Solidarności" lekarzom). 14 października 1982 r. wymierzono mu karę 3 miesięcy.
    30/. Zorganizował on zebranie w tym celu na wykończalni. Mimo konspiracyjnego charakteru i udziału - zdawało się - zaufanych osób, SB została o jego przebiegu poinformowana. W trakcie rozprawy nie potrafiono jednak udowodnić stawianych zarzutów; m.in. świadkowie odwołali pierwotne zeznania. Zwolniony z więzienia 2 lipca 1982 roku.
    31/. Był nim Bogdan Antoniuk.
    32/. Oskarżono ją wraz z grupą kilku innych osób, nie będących pracownikami Fast Z więzienia zwolniona 22 lutego 1983 r., a następnie z miejsca zwolniona z pracy. Odwołania do Sądu Pracy były nieskuteczne.
    33/. Wyciągnięto go już z autobusu. Na kolegium otrzymał wysoką grzywnę pieniężną, opłaconą - jak i inne tego rodzaju koszty - ze zbiórki wśród członków zakładowej "Solidarności".
    34/. Już wcześniej zorganizował on grupę osób zajmujących się drukiem wielu podziemnych wydawnictw. W tej grupie znaleźli się m. in. pracownicy Fast: Szymon Bielski, Kazimierz Manicz, Kalikst Rogalewski.
    35/. Był to czas "okrągłego stołu" i istniały obawy, że tego rodzaju akcje są w kraju prowokowane, celem jego zerwania.



    Nowa rzeczywistość -szukanie miejsca

    Znowu legalnie

    Okrągły Stół przywrócił nadzieję. Również w Fastach oczekiwano pozytywnych zmian. Wiązano je z relegalizacją "Solidarności". Pierwszym sprawdzianem Związku stały się wybory parlamentarne - 4 czerwca 1989 r. Tymczasowy Komitet Założycielski NSZZ "Solidarność" przy BZPB Fasty 36/ Przyp. aut. - str.75 podobnie jak inne struktury "Solidarności" w kraju, bardzo aktywnie włączył się w kampanię wyborczą. W zakładzie zebrano ponad 2,5 tysiąca podpisów z poparciem list kandydatów Komitetu Obywatelskiego "Solidarność". Towarzyszyła temu atmosfera podobna do tej z najlepszego okresu "S" w roku 1981. W lokalu Tymczasowego Komitetu Założycielskiego cały czas było pełno ludzi. Dziesiątki działaczy zaangażowało się w zbieranie podpisów, towarzyszyła temu spontaniczna akcja, w postaci zarówno samodzielnie produkowanych ulotek, jak też materiałów propagandowych Komitetu Wyborczego, działającego przy Komitecie Obywatelskim "Solidarność" Ziemi Białostockiej. W Fastach odbyły się zebrania z kandydatami "Solidarności": Andrzejem Kalicińskim i Krzysztofem Putrą.
    W czerwcu 1989 roku w Fastach przeprowadzono wybory do Komisji Wydziałowych oraz delegatów 37/ Przyp. aut. - str.75 na I Zakładowe Zebranie Delegatów NSZZ "Solidarność" - II kadencji. 38/ Przyp. aut. - str.76. W ich wyniku wybrano:
    Przędzalnia Bezwrzecionowa: Mirosław Zawadzki - przewodniczący oraz, Jarosław Bondar, Krzysztof Cecha, Jerzy Krauze, Piotr Waczyński - członkowie komisji wydziałowej (trzej pierwsi zostali ponadto wybrani delegatami na Z. Z. D).
    Przędzalnia Cienkoprzędna: Bogdan Jankowski - przewodniczący oraz Wanda Dyśko, Genowefa Kobeszko, Włodzimierz Pycz, Teresa Szczepura, Antoni Wojszko - członkowie komisji wydziałowej. Oni wszyscy oraz Marek Dąbrowski Tadeusz Ignatowski, Antoni Kuczyński, Danuta Piesiecka, Anna Trykosko i zostali delegatami na ZZD.
    Przędzalnia Średnioprzędna: Henryk Kozłowski - przewodniczący oraz Danuta Brzósko, Wiesław Cylwik, Henryk Gorczyca, Łucja Karpowicz, Romuald Piasecki, Sławomir Świsłocki, - członkowie komisji wydziałowej. Oprócz wymienionych, na delegatów na ZZD, wybrano: Genowefę Chorko, Henryka Grzybowskiego i Wacławę Kozłowską, Danutę Lewandowską.
    Tkalnia Biała: Szymon Bielski - przewodniczący oraz Władysław Danilczuk, Jerzy Nierodzik, Jadwiga Rozwadowska, Romuald Rozwadowski, Mirosław Rutkowski, Edward Zawada - członkowie komisji wydziałowej. Oni oraz Regina Godlewska, Jerzy Słomiński i Krystyna Zajkowska zostali wybrani na delegatów ZZD.
    Tkalnia Kolorowa: Szczepan Fronc - przewodniczący oraz Danuta Kopciewska, Józef Łukaszewicz, Mieczysław Miedźwiedzki, Edward Milewski, Wacław Perkowski, Henryk Piłaszewicz - członkowie komisji wydziałowej. Wymienieni (oprócz Józefa Łukaszewicza) oraz Tadeusz Pocełujko zostali wybrani na delegatów ZZD.
    Wykończalnia: Bogdan Wildner - przewodniczący oraz Henryk Bagilc, Ryszard Bielawiec, Władysław Filipowicz, Romuald Rusiłowicz,- członkowie komisji wydziałowej. Ich też oraz Jana Bezubika, Lucjana Chraboła, Ryszarda Markowskiego, Zdzisława Mojsę, Władysławę Sobolewską, Grażynę Stypułkowską, Henryka Wydzierzeckiego, Tadeusza Zamierowskiego, Tadeusza Zarembę wybrano na delegatów ZZD.
    Główny Energetyk: Stanisław Suszycki - przewodniczący oraz Henryk Hakel, Kazimierz Jabłoński, Marian Kokoszkiewicz, Ireneusz Szczytko, Grzegorz Zalewski - członkowie komisji wydziałowej. Zostali oni także wybrani delegatami na ZZD wraz z Wiesławem Buczą, Mieczysławem Lechojdą, Zdzisławem Sobolewskim, Tadeuszem Zalewskim.
    Główny Mechanik: Krzysztof Kozłowski - przewodniczący oraz Jan Giczan, Tadeusz Jaroma, Wiesław Kowalski, Czesław Kuryłowicz, Kazimierz Piechotko, Tomasz Rutkowski, Igor Wilkiewicz - członkowie komisji wydziałowej. Zostali oni również wybrani delegatami na ZZD.
    Transport: Bogdan Zalisz - przewodniczący oraz Kazimierz Łukaszewicz i Ryszard Utko - członkowie komisji wydziałowej, jednocześnie wybrani na delegatów ZZD.
    Pozostali (administracja, magazyny): Antoni Jaroszewicz - przewodniczący oraz Elżbieta Czerkacz, Wiesław Popławski, Maria Radziszewska, Anna Skobodzińska - członkowie komisji wydziałowej. Dwoje pierwszych, spośród wymienionych osób, oraz Annę Głuchowską, Jerzego Jamiołkowskiego i Mirosława Zwitka wybrano delegatami.
    Zakładowe Zebranie Delegatów odbyło się 22 czerwca 1989 roku. Po przyjęciu "Zasad organizacyjnych" dokonano wyborów składu Komisji Zakładowej (bez wyborów weszli do niej wszyscy - w liczbie dziesięciu - przewodniczący Komisji Wydziałowych). Przewodniczącym wybrano Mirosława Zwitka, a członkami Komisji Zakładowej (w kolejności uzyskanych głosów): Ireneusza Szczytko, Annę Głuchowską, Igora Wilkiewicza, Wandę Dyśko, Grzegorza Zalewskiego, Romualda Rozwadowskiego, Grażynę Stypułkowską, Kazimierza Jabłońskiego, Jerzego Słomińskiego i Mariana Kokoszkiewicza. Wiceprzewodniczącym, członkowie Komisji Zakładowej, wybrali konkurującego w wyborach na przewodniczącego z Mirosławem Zwitkiem - Mirosława Zawadzkiego.
    Delegaci Wybrali Komisję Rewizyjną w następującym składzie: Anna Skobodzińska - przewodnicząca oraz Mirosław Rutkowski, Wiesław Bucza , Piotr Waczyński, Włodzimierz Pycz.
    Zakładowe Zebranie Delegatów uchwaliło obszerny program działalności fastowskiej "Solidarności", ustaliło wysokość składek członkowskich oraz postanowiło wystąpić do załogi z apelem o zbiórkę pieniężną na sfinansowanie pobytu 5 polskich dzieci z Białorusi (Lida) oraz ich opiekuna na koloniach w Doktorcach. 39/ Przyp. aut. - str.76.
    Tuż po Zjeździe Komisja Zakładowa podjęła szereg decyzji organizacyjnych. Ustalono wysokość zasiłków i zapomóg. Ponadto zrezygnowano z przysługującego etatu dla przewodniczącego Komisji Zakładowej na rzecz okresowych zwolnień członków Komisji (do pełnienia dyżurów). Miało to spowodować większe zaangażowanie i aktywność wszystkich członków Komisji. Po jakimś czasie okazało się, że jest to założenie zbyt idealistyczne, powodujące dezorganizację. W konsekwencji od tego ustalenia odstąpiono. Podobnie - w wyniku praktycznych doświadczeń - zrewidowano wysokość składek, podnosząc je do 1%. Potrzeb było bowiem coraz więcej, a na dodatek szalała inflacja. M.in. koniecznością stało się zatrudnienie księgowej na ćwierć etatu (opłacanego z pieniędzy Komisji). Pełniła te obowiązki Eugenia Adamska; natomiast sekretariat Komisji Zakładowej (w ramach etatu opłacanego przez zakład) prowadziła Anna Głuchowska.
    Niestety wraz z upływem czasu rezygnowano również z niektórych cennych inicjatyw zapisanych w programie, m.in. nie przystąpiono do Stowarzyszenia Wolnego Słowa, nie reaktywowano działalności biblioteki związkowej (uznano, że nie są to sprawy najważniejsze). Z kolei, z dużym dynamizmem, kontynuowano organizowanie pielgrzymek. Na Pielgrzymkę Ludzi Pracy do Częstochowy (16- 17 września 1989 r.) zgłosiło się 330 osób. Z innych spraw, zapisanych w programie, bardzo intensywnie przystąpiono do likwidacji zespołowych form współzawodnictwa oraz likwidacji nocnej pracy kobiet. Jednak najwięcej czasu i energii Związek był zmuszony poświęcić sprawom wynagrodzeń oraz zaopatrzenia. O ile jeszcze w czerwcu czy lipcu sytuację w tych dziedzinach oceniano jako trudną, to - po wprowadzeniu urynkowienia - stała się ona dramatyczna.


    Mija euforia - zderzenie z rynkiem

    Pierwsza euforia, zrodzona powrotem Związku i zwycięstwem wyborczym, minęła. Samo poczucie odzyskanej - chociaż niepełnej - wolności nie było w stanie zrekompensować innych aspiracji wiązanych z odrodzeniem "Solidarności". Ludzie oczekiwali również poprawy warunków życia, wzrostu wynagrodzeń, poprawy zaopatrzenia. Szczególnie silne było to w zakładach takich jak " Fasty", gdzie pracownicy swoje życiowe aspiracje wiązali z pracą najemną, a nie osobistą przedsiębiorczością. Tymczasem Związkowi przyszło zmierzyć się z realiami gospodarczymi, a przede wszystkim konsekwencjami wprowadzonego od 1 sierpnia 1989 roku, przez rząd M. Rakowskiego, szybkiego urynkowienia cen. Jego konsekwencjami były: lawinowo rosnąca inflacja, wzrost cen, spadek wartości realnej płac, braki rynkowe - szczególnie mięsa i jego przetworów. W przypadku Fast (jak i całego przemysłu lekkiego) dodatkowo doszły zjawiska recesyjne i wynikające stąd zagrożenie zwolnień z pracy.
    Fastowska "Solidarność" już od lipca 1989 r. prowadziła negocjacje z dyrekcją. Dotyczyły one głównie podwyżki płac. 11 sierpnia 1989 r. odbyły się rozmowy związków zawodowych z dyrekcją; w ich wyniku uzyskano podwyżkę w kwocie przeciętnie 23 tys. zł na pracownika. Było to zbyt nisko w stosunku do oczekiwań, tym bardziej, że był to okres, kiedy, w wyniku inflacji, ceny rosły lawinowo, z dnia na dzień. W efekcie 16 sierpnia Komisja Zakładowa rozpoczęła pogotowie strajkowe. Prawdopodobną jego konsekwencją byłby strajk ogłoszony przez "Solidarność". Jednak właśnie wtedy, po raz drugi w 1989 roku, doszło do samoograniczenia zakładowych protestów, podporządkowania aspiracji załogi celom nadrzędnym. 40/ Przyp. aut. - str.76.
    Lecz mimo to do strajku doszło. Rozpoczął się 12 września 1989 r., dokładnie w dniu kiedy Sejm wybierał na premiera Rządu RP Tadeusza Mazowieckiego. Rozpoczęła go załoga przędzalni średnioprzędnej, w latach 1980 - 1981 jednego z najspokojniejszych - jeśli idzie o gotowość strajkową - wydziałów. Prządki otrzymały tego dnia paski z naliczoną wypłatą. W niektórych pozycjach płacowych były niezgodności w stosunku do informacji jakie pracownicy otrzymali po przeprowadzonych rozmowach związków i dyrekcji. W jakimś sensie zadziałał także element psychologiczny - w poprzednim miesiącu, sierpniu były stosunkowo wysokie wynagrodzenia, bowiem wypłacono "czternastkę".
    Strajk zaskoczył działaczy fastowskiej "Solidarności" przede wszystkim dlatego, że rozpoczął się właśnie tego dnia, wyborów solidarnościowego premiera 41/ Przyp. aut. - str.76.
    Strajk rozszerzał się na inne wydziały. Utworzono Komitet Strajkowy. 42/ Przyp. aut. - st.76. Uznał się on za wyraziciela spontanicznej woli załogi, celem zrealizowania tylko jednego postulatu - podwyżki płac w wysokości 150 tys. zł. Organizatorzy oficjalnie odżegnywali się jakichkolwiek podtekstów i związków politycznych.43/ Przyp. aut. - str.76. Strajku nie poparły zakładowe ogniwa "Solidarności" i SNZZ przy BZPB Fasty (związek OPZZ). Mediację próbowali podjąć poseł Krzysztof Putra i przewodniczący regionu NSZZ "Solidarność" Stanisław Marczuk. Strajkujący nie chcieli jednak z nimi rozmawiać.
    Jako mediator wystąpiła Rada Pracownicza. Zaproponowano podwyżkę w wysokości 60 tysięcy złotych, w wyniku uruchomienia awansem tzw. "czternastki". Zostało to jednak uznane za warunek niewystarczający do zakończenia strajku. Dopiero po obietnicy dyrekcji zwiększenia płac o średnio 100 tys. zł na osobę, 16 września 1989 r. strajk zakończono.
    Mimo, że strajk stanowił bolesną lekcję dla fastowskiej "Solidarności" 44/ Przyp. aut. - str.76 (każdy uważny obserwator musiał dostrzec, że Związek przestał już być tą siła, której wierzy się bezgranicznie) - rosła liczebność członków zakładowej organizacji. W listopadzie 1989 roku liczyła ona 1304 członków. 45/ Przyp. aut. - str.77.
    W międzyczasie w Fastach odbyły się wybory delegatów na II Walny Zjazd Delegatów Regionu Białystok NSZZ "Solidarność" (styczeń i luty 1990). Zostali nimi: Szymon Bielski, Jerzy Jamiołkowski, Marian Kokoszkiewicz, Ireneusz Szczytko, Mirosław Zawadzki, Mirosław Zwitek.
    Nikt z fastowiaków nie kandydował do władz regionalnych. W wyborach delegatów na Zjazd Krajowy kandydował przewodniczący Komisji Zakładowej Mirosław Zwitek. Nie uzyskał poparcia, podobnie jak kandydaci innych dużych zakładów - Biazetu i Uchwytów. Przewodniczący fastowskiej "Solidarności" w pracach Zarządu Regionu uczestniczył jedynie jako przewodniczący Regionalnej Sekcji Przemysłu Lekkiego. 46/ Przyp. aut. - str.77.
    W trakcie pierwszej tury Zjazdu Delegatów (13 - 14 stycznia 1990 r.) z krytyką reformy Balcerowicza oraz ostrzeżeniem co do jej następstw dla Związku wystąpił Jerzy Jamiołkowski. Nawoływał do poszukiwania nowej formuły działalności, tak aby móc chronić zagrożone interesy pracownicze. Stwierdził, że pora przestać wyłącznie powoływać się na zasługi "Solidarności" w uzyskaniu wolności, a jedyną widoczną formą działalności Komisji Zakładowych czynić - "chodzenie ze sztandarami".
    Po ukonstytuowaniu się zakładowych władz "Solidarności" przystąpiono do rozmów na temat odzyskania majątku utraconego w wyniku wprowadzenia stanu wojennego. Istotną przeszkodą był brak centralnych unormowań prawnych. Ustawa o zwrocie majątku została uchwalona przez Sejm dopiero 25 października 1990 roku. Aż do tego czasu - a i potem - ze strony OPZZ można było usłyszeć jedynie sprzeciw. Mimo to w Fastach udało się doprowadzić do porozumienia pomiędzy zakładowymi organizacjami "Solidarności", Samorządnego Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników Fast, dyrekcji i Rady Pracowniczej, w wyniku którego uznano prawo "Solidarności" do rekompensaty finansowej. (Szczegóły w "Suplemencie").
    W roku 1989 i początkach 1990 r. działacze Komisji Zakładowej sporo uwagi poświęcali problematyce poprawy zaopatrzenia załogi. To dzięki ich staraniom udało się uruchomić w zakładzie sprzedaż mięsa. 47/ Przyp. aut. - str.77.
    W końcu roku 1989 z inicjatywy Jerzego Jamiołkowskiego powstaje również pomysł utworzenia pracowniczego akcjonariatu. 48/ Przyp. aut. - str.77. Zapewne - w jakimś stopniu - niepowodzenie tego eksperymentu sprawiło, że potem stosunkowo słabo artykułowane były hasła własności pracowniczej i akcjonariatu, które jeszcze w 1989 i wcześniej były żywe. Fastowska "Solidarność" (podobnie zresztą było w większości zakładów w kraju) wspierała co prawda tworzenie samorządów ale było to wsparcie raczej werbalne. 49/ Przyp. aut. - str.77.


    Na rozdrożu

    W roku 1990 wprowadzane przez Leszka Balcerowicza reformy postawiły Związek przed kolejnymi, jeszcze trudniejszymi wyzwaniami. 50/ Przyp. aut. - str.77. W Fastach począwszy od roku 1990 rozpoczął się systematyczny regres produkcji i sprzedaży. 51/ Przyp. aut. - str.78. Pogorszająca się sytuacja Fast rodziła negatywne zjawiska dla pracowników: zwolnienia z pracy, likwidację świadczeń socjalnych, coraz niższe wynagrodzenia, niekiedy wręcz zaległości wypłat. Fastowska "Solidarność" starała się minimalizować te zagrożenia w trakcie częstych negocjacji z dyrekcją. Jednak stosunkowo szybko stało się jasne, że ratowanie Fast nie jest możliwe siłami samego zakładu. Później okazało się, że nie pomogły także próby interwencji zewnętrznej - kolejne umowy oddłużeniowe ani też wejście zakładu do programu Narodowych Funduszy Inwestycyjnych.
    Przedstawione wyżej okoliczności i uwarunkowania postawiły przed fastowską "Solidarnością" nowe wyzwania. Klasyczna działalność roszczeniowa w postaci strajków i protestów zderzyła się z rosnącym przekonaniem o ich nieskuteczności. Ale nie tylko uświadomienie bezradności miało tu znaczenie. Od początków odrodzonej działalności, "Solidarność" stanęła przed nieznaną w latach osiemdziesiątych sprzecznością - walki o prawa pracownicze i lojalności wobec polityki firmowanej przez elity wyłonione z "Solidarności". Załogi pracownicze coraz wyraźniej dostrzegały rozpostarty przez "Solidarność" "parasol ochronny" nad reformami kraju. Hasła, dzięki którym "Solidarność" zdobywała niegdyś poparcie milionów Polaków, takie jak - godność pracownicza czy sprawiedliwość, ustępowały ideom prywatyzacji, efektywności, konkurencji, wolnego rynku.
    Efektem była stale malejąca popularność związku. Nie inaczej było w Fastach. Jeszcze w roku 1990 przybywało członków. W sierpniu 1990 r. było ich 1370 , później następuje stały regres; w końcu 1991 roku jest ich już 738, a w kolejnych latach ciągle mniej.
    Oprócz rozczarowania "Solidarnością" i nową rzeczywistością, jest to wynik stale malejącej liczebność załogi. O ile w końcu 1989 roku Fasty zatrudniały jeszcze ponad 4300 pracowników, to w 1990 -4019; 1991 - 3457; 1992 - 3176.
    Początek lat dziewięćdziesiątych to czas, kiedy, w naszym kraju, zakładowe akcje protestacyjne zastępowane są przez ogólnopolskie lub regionalne protesty. Zmienia się też ich forma. W miejsce strajków organizowane są pikiety, wiece, manifestacje uliczne. Cele tych protestów stają się coraz bardziej ogólne, politycznie "rozmazane". Do takich należy akcja protestacyjna z 22 maja 1991 roku. Jej głównym akcentem w Fastach było oflagowanie zakładu i wiec załogi. W zamiarze miał być to ogólnopolski strajk "Solidarności" przeciwko polityce społecznej i gospodarczej rządu.52/ Przyp. aut. - str.78. Spontaniczność, kiedyś będąca atutem "Solidarności", w coraz większym stopniu zastępowana jest wyrachowaniem, związkową biurokracją; pojawiają się - kiedyś egzotyczne - problemy szkoleń związkowych, dyskusje o prywatyzacji, udziałach w spółkach, politycznych aliansach.
    Regionalni działacze stają się politykami. Polityka przenika Związek, ten na dodatek coraz wyraźniej zaczyna deklarować swoją prawicowość i uczestniczyć w grze politycznej. Z pola widzenia znikają dawni działacze. Odbywało się to - niestety - w atmosferze intryg. Ongiś najważniejsi, działacze pochodzący z dużych zakładów pracy, wypierani są przez nowych, głównie z oświaty, służby zdrowia, administracji.
    Bodaj ostatnią próbą zachowania dawnego charakteru "Pierwszej Solidarności" była inicjatywa utworzenia wzorowanego na "Sieci" Regionalnego Porozumienia Komisji Zakładowych. Aktywny udział w tej inicjatywie wzięła Komisja Zakładowa NSZZ "Solidarność" Fast. Bezpośrednim zaś impulsem był sprzeciw wobec zbyt ugodowej, w stosunku do rządu, polityki Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". Wyrazicielem tego krytycznego stosunku stała się nieformalna struktura porozumiewawcza jaką było Krajowe Porozumienie Komisji Zakładowych NSZZ "Solidarność", grupujące organizacje związkowe największych polskich zakładów.
    9 kwietnia 1992 r. - Krajowe Porozumienie Komisji Zakładowych podjęło decyzję o zorganizowaniu manifestacji w Warszawie. W apelu, skierowanym do wszystkich komisji zakładowych, podkreślano, że polska gospodarka ulega rozkładowi, rośnie liczba afer gospodarczych, następuje blokada decyzji. Mimo apeli do władz problemy nie są rozwiązywane. Na specjalnym spotkaniu, przewodniczący "Solidarności: Uchwytów - Bazyli Kuptel, Fast - Mirosław Zwitek i Biazetu - Zbigniew Brożek, w imieniu swoich Komisji Zakładowych, poparli ten apel.
    Apel został również poparty (nie bez oporów) przez Komisję Krajową NSZZ" Solidarność". W efekcie -24 kwietnia - w Warszawie odbyła się wielka (według niektórych danych 70 - tysięczna) demonstracja uliczna. Z naszego Regionu uczestniczyło 200 osób. Z Fast wyjechał jeden autokar z około 50 uczestnikami.
    Przedstawiciele wymienionych wyżej Komisji Zakładowych uznali za wskazane stworzenie bardziej trwałych więzi "Solidarności" dużych zakładów. W tym celu 28 sierpnia 1992 r. - w sali konferencyjnej Biazetu odbyło się spotkanie związkowców z 20 największych komisji zakładowych. Zaproszono posłów: Jerzego Kopanię, Waldemara Polczyńskiego, Krzysztofa Putrę, Aleksandra Usakiewicza oraz władze miasta: prezydenta - Lecha Rutkowskiego, wiceprezydent - Ewę Bończak Kucharczyk; wojewodę reprezentował Marek Kluz. Padały ostre słowa krytyki polityki rządu. Jerzy Jamiołkowski stwierdził, że to spotkanie można nazwać rocznicowym pomrukiem niezadowolenia - "Po trzech latach rozpoczynają się strajki powodowane rozpaczą, zagubiły się gdzieś nadzieje, że kiedyś będzie lepiej. Mówiono nam hasłami - rynek, prywatyzacja. Tymczasem w praktyce mamy do czynienia z zakładami, które coraz mniej produkują, gdzie podstawowymi problemami jest jak nazbierać pieniędzy na wypłatę. Sytuacja załóg jest bardzo ciężka, stąd strajki ekonomiczne są usprawiedliwione". Zaproponował utworzenie "frontu nacisku" na władzę. Na zakończenie spotkania związkowcy doszli do wniosku, że są skazani na samych siebie i nie mogą liczyć na pomoc władz Postanowili utworzyć Regionalne Porozumienie Komisji Zakładowych NSZZ "S"
    1 września 1992 roku - w Uchwytach odbyło się spotkanie przedstawicieli komisji zakładowych w celu podpisania porozumienia. Miało ono nawiązywać do "Sieci". Przeciwko tej koncepcji wystąpili wiceprzewodniczący Regionu - Bogusław Cudowski i Józef Mozolewski. Ten ostatni zarzucił niezgodność ze statutem. Po dyskusji nie udało się powołać Porozumienia. Ustalono jedynie , że organizacje związkowe będą się nadal spotykać. Kolejne spotkanie 23 września 1992 r. odbyło się w Fastach. Powołano zespół, który miał "rozpracować" i wydać opinię o ogłoszonym niedawno projekcie "Paktu o przedsiębiorstwach". Jednak z upływem czasu spotkania stawały się rzadsze, aż do zupełnego ich zaniku.
    13 grudnia 1992 roku - odbył się ogólnopolski strajk zorganizowany przez Komisję Krajową "Solidarności". W Białymstoku spotkał się z miernym odzewem. W przypadku Fast było inaczej. Strajkowało 1600 pracowników, podczas gdy członków "Solidarności" było już niespełna 700. Był to ostatni masowy strajk w Fastach, symbolicznie wieńczący działalność "Pierwszej Solidarności" .


    Przypisy autorskie:
    36/. Do czerwca - czasu wyborów władz statutowych - sprawował on funkcje kierownicze, tyle, że w poszerzonej formule, bowiem do TKZ - u dołączono wybranych w roku 1980 działaczy Komisji Zakładowej i Komisji Wydziałowych, którzy jeszcze pracowali w Fastach, a chcieli być aktywni i nie miano do nich zastrzeżeń.
    37/. Według stanu na 6 czerwca 1989 r. do zakładowej "Solidarności" należało 1165 osób; na poszczególnych wydziałach było to: przędzalnia cienkoprzędna - 158, przędzalnia średnioprzędna -164, przędzalnia bezwrzecionowa - 51, tkalnia biała - 118, tkalnia kolorowa -96, wykończalnia - 212, główny energetyk - 152, główny mechanik - 107, transport -39, pozostali (administracja, magazyny) - 68.
    38/. Dużą wagę przypisywano właśnie takiej numeracji, co miało podkreślać ciągłość działania fastowskiej "Solidarności".
    39/.Zostało to zrealizowane z nawiązką - do Doktorc przyjechało kilkanaścioro dzieci.
    40/. Po raz pierwszy miało to miejsce w marcu 1989 r., kiedy to fastowski TKZ, z uwagi na obrady "okrągłego stołu", apelował o wstrzymanie się od protestów. Tym razem powodem była rodząca się alternatywa powstania rządu z udziałem "Solidarności". Powszechnie upatrywano w tym szansy dla Polski, stąd fastowska "Solidarność" ponownie zaapelowała o wstrzymanie się od roszczeń.
    41/. Dotąd wśród aktywnych obserwatorów tamtych wydarzeń istnieją rozmaite oceny genezy tego strajku. Są osoby uważające, że był prowokacją (choć nie ma na to dowodów). Istnieje przypuszczenie, że inspiratorami protestu byli niektórzy mistrzowie tego wydziału, niezadowoleni z ustaleń płacowych. Tuż po strajku okazało się, że już 12 września Fasty uzyskały w Zjednoczeniu możliwość wzrostu płac (z tytułu wzrostu dochodów spowodowanych zmianą cen przędzy). Było to utajniane przed związkami, a wiedzieli o tym niektórzy strajkujący. Równie niejasna była rola w strajku działaczy PPS - RD, których widywano wtedy w Fastach i okolicy zakładu.
    42/. W składzie Komitetu Strajkowego znalazło się kilku działaczy "Solidarności", którzy strajk wspierali, wbrew oficjalnemu stanowisku Komisji Zakładowej.
    43/. Niemniej, spośród niektórych przywódców tego strajku, po jakimś czasie (kilkanaście miesięcy później) ukształtował się skład założycielski kolejnej w Fastach organizacji związkowej - "Sierpień 80".
    44/. Po strajku doszło do kryzysu zaufania wobec Komisji Zakładowej i przewodniczącego. W trakcie specjalnego Zakładowego Zebrania Delegatów (5 października 1989 r.) zgłoszono wniosek o ich odwołanie. Zdecydowana większość delegatów go odrzuciła. Liderem grupy niezadowolonych był Jerzy Nierodzik (w trakcie strajku był członkiem komitetu strajkowego). Zarzucał on Komisji, że nie poparła protestu. Efektem strajku stały się podziały, wzajemne zarzuty, propozycje wniosków o odwołanie dyrektora i Rady Pracowniczej (jednak formalnych procedur mogących to sprawić nie podjęto).
    45/. Było to jednak tylko nieco ponad 30 % załogi. Przed stanem wojennym do "Solidarności" w Fastach należało 85 %.
    46/. Przedstawiciel Fast - Mirosław Zawadzki był także wiceprzewodniczącym Komisji Krajowej "Solidarność" Przemysłu Włókienniczego.
    47/. Zorganizowano go począwszy od września 1989 r., w oparciu o współpracę z profesjonalną firmą produkcyjno - handlową. Ale to głównie dzięki inicjatywie działaczy (m.in. Ireneusza Szczytko, Małgorzaty Sadowskiej i Mirosława Zwitka) pozyskiwano dostawców, utworzono w kilku wsiach polowe ubojnie, stworzono system zakładowej dystrybucji (kolejno poszczególne wydziały realizowały przydziałowe, specjalne kartki). Punkt sprzedaży w "saturatorni" był czynny codziennie, niemal do końca 1990 roku, kiedy to już nie brak towarów ale pieniędzy stał się problemem. Zatrudniano cztery osoby (masarzy i sprzedawców). Działalność ta, wówczas w sytuacji permanentnych braków towarowych, miała bardzo istotne znaczenie. Podobne działania fastowskiej "S" dotyczyły zaopatrzenia w inne deficytowe towary.
    48/. Celem miało być - obok nieokreślonej wstępnie działalności (myślano jednak głównie o przetwórstwie spożywczym) - prowadzenie zaopatrzenia załogi. Wstępnie akces zgłosiło ponad 100 chętnych pracowników. Do realizacji zamysłu nie doszło; zabrakło determinacji oraz - niestety spraw najważniejszych - kapitału i niezbędnej woli wspólnego działania tak dużej liczby udziałowców
    49/. Inna sprawa, że idea ta nie miała także wystarczającego wsparcia ze strony elit "Solidarności", które dawne ideały, wpisane do programu Związku, zamieniły na dążenie do modernizacji gospodarki poprzez jak najszybszą prywatyzację. Jedna z głównych idei "Solidarności" - upodmiotowienie pracowników - stała się abstraktem.
    50/. W przypadku Fast oznaczało to nagłe załamanie sprzedaży i wzrost zadłużenia (między innymi w wyniku zaciągniętych wcześniej dużych kredytów inwestycyjnych). Recesja kolejno obejmowała całe segmenty rynkowe; załamał się eksport na rynki wschodnie. W ramach budowania otwartej, konkurencyjnej gospodarki i wolnego rynku, do Polski zaczął napływać masowy import, niestety bardzo często nieuczciwy. Produkcja Fast (podobnie jak szeregu innych branż i zakładów) nagle okazała się zbyt duża. Nowe uwarunkowania dotknęły załogę (zarówno profesjonalnie, jak i mentalnie) nie przygotowaną do takiej sytuacji. Na dodatek zabrakło polityki gospodarczej Państwa, ukierunkowanej na łagodzenie szokowej transformacji. 51/. Już nieco później, tylko przez pewien okres (koniec 1992 do 1994 roku) miało miejsce zahamowanie tej tendencji, spowodowane okresowym ożywieniem handlu bazarowego.
    52/. Ówczesne rozdarcie działaczy "Solidarności" dobrze ilustruje przebieg Zebrania Zarządu Regionu z 15 maja 1991 r. Uchwalając przystąpienie do akcji protestacyjnej uwzględniono prośbę przewodniczącego Stanisława Marczuka, aby akcja przyjęła jak najłagodniejsze formy. Ten ton zaczął dominować w wypowiedziach kierownictwa Związku. Kolejny przewodniczący Regionu - Wojciech Łowiec - 27 lutego 1993 roku na Walnym Zebraniu Delegatów NSZZ "Solidarność" Region Białystok - stwierdził z satysfakcją, że na Białostocczyźnie strajki - jako ostateczna forma protestu - wybuchały sporadycznie i były to bardzo przemyślane akcje.



    Posłowie


    Ustalenie okresu kiedy skończyła się "Pierwsza Solidarność" ma oczywiście jedynie umowne znaczenie. Z równym powodzeniem można by tę datę cofnąć wstecz do roku 1990, 1989 czy wręcz do 1981. Ale raczej nie da się - moim zdaniem - przesunąć jej dalej, w lata dziewięćdziesiąte. Wybrałem symboliczną parabolę - od pierwszego po ostatni strajk w Fastach.
    Nie ma ścisłych kryteriów rozdzielających tę "pierwszą Solidarność" od obecnej. Już jednak sama intuicja podpowiada, co w "pierwszej" było ważne, a co obecnie ważne nie jest. Najważniejszymi cechami były wtedy spontaniczność i walka o ludzką godność. Była też wiara szeregowych członków, entuzjazm i zaangażowanie, sprawiające, że działalność Związku musiała być przejrzysta.
    Daleki jestem od obarczania obecnej "Solidarności" winą za to, że utraciła te cechy - zapewne w dużym stopniu tak być musiało - a już z całą pewnością nie mógłbym tego zarzucić obecnym działaczom z Fast. To nie ich wina, że przychodzi im działać w innych, trudniejszych uwarunkowaniach, na które mają znikomy wpływ. Ale to też nie oznacza, że można i należy mówić o tej samej "Solidarności".



    Indeks nazwisk pracowników Fast występujących w książce


    Adamska Danuta
    Adamska Eugenia
    Ambrożewicz Janina
    Antoniuk Bogdan
    Bagilc Henryk
    Bakun Jadwiga
    Bernatowska Nadzieja
    Bezubik Jan
    Bielawiec Ryszard
    Bielska Danuta
    Bielski Szymon
    Bondar Jarosław
    Broś Kazimierz
    Brzósko Danuta
    Bucza Wiesław
    Cecha Krzysztof
    Chodorowski Antoni
    Chorko Genowefa
    Chorościan Cecylia
    Chraboł Lucjan
    Citko Zenon
    Cylwik Wiesław
    Czerkacz Elżbieta
    Danilczuk Władysław
    Danieluk Józef
    Dąbrowski Andrzej
    Dąbrowski Marek
    Dołęgowska Agata
    Domińczak Andrzej
    Drozdowska Anna
    Dymko Antoni
    Dyśko Wanda
    Fiedoruk Piotr
    Filipowicz Wiesława
    Filipowicz Władysław
    Fiłończuk Andrzej
    Franciszkowicz Tatiana
    Fronc Szczepan
    Giczan Jan
    Głuchowska Anna
    Godlewska Regina
    Gorczyca Stanisław
    Grzybowski Henryk
    Guzowski Ireneusz
    Hakel Henryk
    Ignatowski Tadeusz
    Jabłoński Kazimierz
    Jakimowicz Mirosław
    Jamiołkowski Jerzy
    Jankowski Bogdan
    Jaroma Tadeusz
    Jaroszewicz Antoni
    Jęsiak Teresa
    Jurkowska Jadwiga
    Karcz Witold
    Karpiesiuk Tadeusz
    Karpowicz Henryk
    Karpowicz Łucja
    Karwowski Adam
    Kirpsza Tadeusz
    Klim Janusz
    Kobeszko Genowefa
    Kochanowski Janusz
    Koczot Henryk
    Kokoszkiewicz Marian
    Kopania Janusz
    Kopciewska Danuta
    Korzeniecki Antoni
    Kowalski Wiesław
    Kozłowska Wacława
    Kozłowski Henryk
    Kozłowski Krzysztof
    Kranc Marian
    Krauze Jerzy
    Kruk Marian
    Kucharewicz Janina
    Kuchniewski Andrzej
    Kuczyński Antoni
    Kulesza Anna
    Kuryłowicz Czesław
    Laskowski Wojciech
    Lechojda Mieczysław
    Leszczyński Marian
    Lewandowska Danuta
    Łapucki Mieczysław
    Łempicki Edward
    Łukaszewicz Henryk
    Łukaszewicz Józef
    Łukaszewicz Kazimierz
    Makarewicz Edward
    Manicz Kazimierz
    Marciuk Ryszard
    Markowski Ryszard
    Miedźwiedzki Mieczysław
    Mierzwińska Maria
    Mierzwiński Witold
    Milewski Edward
    Mojsa Zdzisław
    Mucha Jarosław
    Nierodzik Jerzy
    Nowakowska Stanisława
    Nowakowski Cezary
    Olszewski Jan
    Omielańczyk Leontyna
    Pacewicz Wiesław
    Perkowski Wacław
    Piasecki Romuald
    Piechotko Kazimierz
    Piekarska Irena
    Piesiecka Danuta
    Pietraszkiewicz Bogdan
    Piłaszewicz Henryk
    Piszczatowski Mirosław
    Piwowarski Lucjan
    Płaszczyk Regina
    Pocełujko Tadeusz
    Polecka Teresa
    Popławski Walenty
    Popławski Wiesław
    Ptaszynski Włodzimierz
    Pycz Włodzimierz
    Radziszewska Maria
    Rogalewski Kalikst
    Rogowska Wacława
    Rozwadowska Jadwiga
    Rozwadowski Romuald
    Rusiłowicz Romuald
    Rutkowski Mirosław
    Rutkowski Tomasz
    Rynkiewicz Grażyna
    Sadowska Małgorzata
    Sadowski Jan
    Skobodzińska Anna
    Skopiec Aldona
    Słomiński Jerzy
    Sobczyk Marian
    Sobolewska Władysława
    Sobolewski Zdzisław
    Stypułkowska Grażyna
    Stypułkowski Lech
    Suszycki Stanisław
    Suwała Eugeniusz
    Szachidewicz Maciej
    Szczepura Teresa
    Szczesnowicz Antoni
    Szczęsny Ryszard
    Szczytko Ireneusz
    Szepiel Lucyna
    Szpajchler Janina
    Świsłocki Sławomir
    Tefelska Bożenna
    Trykosko Anna
    Turliński Jerzy
    Waczyński Piotr
    Waszkiewicz Krystyna
    Wildner Bogdan
    Wilkiewicz Igor
    Wojewódko Ryszard
    Wojszko Antoni
    Wojtach Antoni
    Wojtach Teodor
    Wolany Jolanta
    Wolski Jan
    Woźniel Danuta
    Woźniewski Jerzy
    Wróblewski Józef
    Wydzierzecki Henryk
    Wysocki Jerzy
    Utko Ryszard
    Zajkowska Krystyna
    Zalewski Grzegorz
    Zalewski Tadeusz
    Zalisz Bogdan
    Zamierowski Tadeusz
    Zaremba Tadeusz
    Zawada Edward
    Zawadzki Mirosław
    Zwitek Mirosław
    Żak (imię nie ustalone)



    Suplement

    Program działania "Solidarności" Fast

    W swoim działaniu pragniemy być wierni, zrodzonej w sierpniowym proteście 1980 roku, woli odnowienia naszego kraju oraz dążeniu do reprezentowania aspiracji niezależnego i samorządnego polskiego społeczeństwa. Stąd jako wytyczną celów - przy uwzględnieniu zmienności uwarunkowań - przyjmujemy Program I Krajowego Zjazdu NSZZ "Solidarność". Utożsamiamy się również z dążeniami Związku i jego walką o istnienie z okresu lat 1982 - 1988. Szczególnym szacunkiem obdarzamy tych wszystkich, którzy mimo zagrożeń i represji walczyli o prawo istnienia NSZZ "Solidarność". Wreszcie jest dla nas wiążącą i akceptowaną linia przemian zrodzona w trakcie "okrągłego stołu. Chcemy być aktywnymi uczestnikami przekształceń Polski w kierunku demokracji i zmian społeczno - gospodarczych.
    Fastowska "Solidarność" będzie dążyć do tego, aby tworzyć silny, autentyczny Związek Zawodowy, skupiający ludzi odpowiedzialnych, zaangażowanych w zmiany, będących współgospodarzami swojego zakładu i aktywnych społecznie. Sytuacja Ojczyzny wymaga od nas odpowiedzialności i aktywnego uczestnictwa. Równocześnie jednak nie zwalnia to nas z obowiązku rzetelnego reprezentowania interesów swoich członków i załogi, odważnego upominania się o respektowanie praw, wreszcie obrony poziomu życia, sprzeciwiania się niesprawiedliwości, bezmyślności, prywacie. Musimy szukać takich rozwiązań, aby przenikanie się tych ról - współzarządzania i ochrony interesów załogi - służyło rozwojowi kraju i zakładu. Za szczególnie ważną uważamy potrzebę zmiany: apatii, niewiary, wyczekiwania.
    Pragniemy, aby fastowska " Solidarność " stała się początkiem pozytywnych przemian w życiu BZPB "Fasty". Stąd:
    1. Nie zamierzamy być związkiem w starym stylu, traktowanym jako swoisty urząd. Nie prywatne czy grupowe interesy powinny być celem działalności ale dobro ogólne.
    2. Będziemy dążyć, aby realizacja statutu, programu NSZZ "Solidarność" oraz uchwał krajowych i regionalnych władz związku odbywała się poprzez przystosowanie do realiów zakładowych i potrzeb.
    3. Za główny szkielet w naszej działalności pragniemy uczynić demokratyczne mechanizmy realizowania woli członków, przy jednoczesnym poszanowaniu koronnej reguły demokracji, tj., że decyduje większość. Temu służyć powinny zasady demokracji związkowej - suwerenność Komisji Wydziałowych, w rozstrzyganiu problemów wewnątrz wydziałowych. Równocześnie jednak, w sprawach o znaczeniu ogólnozakładowym, wymagających jednakowych rozstrzygnięć w zakładzie, decydować powinno stanowisko Komisji Zakładowej, a -niekiedy - Zakładowego Zebrania Delegatów.
    4. Za oczywisty przyjmujemy fakt, że każdy członek związku ma prawo wnioskowania, składania propozycji, wreszcie oceny decyzji. Tym celom służyć winny: otwartość zebrań wszystkich szczebli oraz nieskrępowana, powszechna konsultacja decyzji i szybka informacja o nich.
    5. Siła Związku i jego skuteczność oraz sprawność wynikać powinny z aktywności członków, a nie jedynie wybranych działaczy. Temu celowi winny służyć - poza działaniami wymienionymi wcześniej - również :
    - tworzenie różnego rodzaju grup zadaniowych z udziałem wszystkich chętnych;
    - szkolenie działaczy, poprzez prowadzenie wszechnicy związkowej, a przede wszystkim stwarzanie możliwości jak najszerszego społecznego działania;
    - odejście od modelu etatowych działaczy- niekiedy utożsamianego z prawem decydowania za Związek, a równocześnie traktowanego jako oddelegowanego do roboty za wszystkich. Konieczne jest wprowadzenie nowych zwyczajów społecznego działania, dużej ilości działaczy, według dobrze rozdzielonych obowiązków.
    6. Przestrzegać będziemy otwartego charakteru przynależności do Związku, bez różnic światopoglądowych i politycznych, pod warunkiem uznania nadrzędności statutowych celów związku w zakresie spraw i problemów, którymi się zajmuje. Równocześnie wspierać będziemy (i zachęcać do ich tworzenia) wszelkie inicjatywy, służące pozytywnym przekształceniom społeczno - politycznym, gospodarczym, będące wyrazem upodmiotowienia ludzi i pluralizmu, wywodzące się z uznania wartości etycznych i wyznaniowych, m.in. chrześcijaństwa oraz humanizmu.
    7. Dążyć będziemy do upowszechniania zasad przestrzegania godności osoby ludzkiej oraz sprawiedliwości. Chcemy, aby tyczyło to zarówno zarządzających, jak i podwładnych. Upowszechniać musimy zwyczaje tolerancji dla innych poglądów, szacunek dla różnorodności postaw i interesów. Dążyć będziemy do wdrażania zasady pomocy słabszym, a przeciwstawiać się egoizmowi i prywacie.
    8. Związek nie będzie wchodził w żadne trwałe układy organizacyjne, "kolektywy" z innymi organizacjami społeczno - politycznymi w zakładzie. Deklarujemy natomiast wolę współpracy i działania na rzecz załogi w miarę konkretnych potrzeb.
    9. We współpracy z SNZZ Pracowników BZPB "Fasty" deklarujemy szacunek dla odrębności oraz wolę - zgodnego z zasadami Ustawy Związkowej - współdziałania
    10. Dążąc do wzrostu samodzielności i samorządności przedsiębiorstwa, widzimy konieczność stałego rozwoju współdecydowania załogi, poprzez, m.in. rozszerzanie zakresu - innych niż obecnie przyjęta (państwowa) - form własności. Niezależnie od kierunku tych zmian dążyć będziemy do umacniania roli Dyrektora, jako samodzielnego, autonomicznego pracodawcy, nie poddawanego pozaprawnym czy pozaekonomicznym formom podporządkowania.
    11. Zasadnicze znaczenie mieć będzie dla nas ochrona materialnego poziomu życia członków związku i załogi. Jednym z najważniejszych elementów kształtujących ten poziom są płace. Dążyć będziemy do ich maksymalizacji, w ramach możliwości finansowych przedsiębiorstwa. Obecny stan gospodarki sprawia, że obok roszczeń i determinacji, cechować nas musi również rozwaga i wola współzarządzania. Stąd uznajemy potrzebę właściwego uwłaszczenia przedsiębiorstwa przez rozwój samorządności i innych form własnościowych, prowadzących do stworzenia formuły rzeczywistej współwłasności zakładu pracy.
    Równocześnie dbać musimy o maksymalizację wynagrodzeń i ich racjonalizację. Stąd potrzeba tworzenia rzeczywiście motywacyjnego systemu plac, likwidacji różnego rodzaju pseudo motywacyjnych tytułów placowych, które w rzeczywistości jedynie komplikują związki między pracą i płacą, antagonizują załogi, a przez swoje komplikacje i niejasności, mogą stanowić okazję do manipulacji.
    Już w najbliższej przyszłości Komisja Zakładowa powinna przygotować i skonsultować własny program zasad polityki płacowej.
    12. Należy dążyć do likwidacji stanowisk zbędnych, tak, aby praca była racjonalna. Nie można tego jednak czynić bez patrzenia na skutki, tj. los zwalnianych. Stąd preferować należy rozwiązania długofalowe. Komisja Zakładowa winna zainicjować działania w kierunku tej racjonalizacji i zwalczać fikcyjne etaty.
    13. Wspierać należy likwidację pracy kobiet na nocnej zmianie.
    14. Wspierać należy - na wszystkich możliwych szczeblach - postulaty skracania wieku odchodzenia na emeryturę.
    15. Należy zainicjować autentyczne działania prowadzące do poprawy warunków pracy, zmniejszania uciążliwości i poprawy bezpieczeństwa i higieny pracy.
    16. Związek stale powinien czuwać i kontrolować działania służb socjalnych; inspirować do wprowadzania nowych rozwiązań, a przede wszystkim dbać o sprawiedliwy, a zarazem racjonalny rozdział funduszu socjalnego.
    17. Należy wspierać aktywność zawodową pracowników i inspirować podnoszenie kwalifikacji.
    18. Szczególnie ważnym zadaniem należy uczynić problemy integracji pracowników, tworzenie właściwych stosunków i atmosfery koleżeńskiej.
    19. Jako istotny element informacji i szkolenia, a także podnoszenia obywatelskiej świadomości, należy traktować czytelnictwo prasy związkowej i niezależnej.
    20. Związek będzie prowadził działalność gospodarcza, której efekty, m.in. w postaci zysku, służyć będą poprawie finansów związkowych, wykorzystywanych na potrzeby członków i załogi.
    Zakładowe Zebranie Delegatów - 22 czerwca 1989 r.


    Wszystko od początku

    Trzech robotników wnosi na salę obrad sztandar fastowskiej "Solidarności". Nie są to ludzie przypadkowi - w latach stanu wojennego bowiem swoją postawą zasłużyli na ten zaszczyt. Wszyscy wstają z miejsc - chwila milczenia. Dla zgromadzonych to ważny dzień, na który czekali przez długie lata... O samym sztandarze natomiast, który przeleżał w ukryciu prawie 8 lat, można napisać całą historię...
    Rozpoczyna się zebranie delegatów - jak w "Fastach" się mówi - II kadencji zakładowej "Solidarności". Są goście: dyrektor Kuchniewski i szefowa opezetzetowskich związków. Rozpoczyna się cała żmudna procedura wyborcza, rusza powoli machina demokratyczna - wszystko prawie od nowa....
    Jurek Jamiołkowski, dzierżący przez te wszystkie lata funkcję przewodniczącego "Solidarności", rozpoczyna od przywitania gości. Skrótowo (przecież nie jest to zebranie kombatantów") przedstawia historię Związku w Zakładzie. "Solidarność" wróciła dzięki tym, którzy chodzili na manifestacje, i tym , którzy w skrytości ducha ją popierali. W 1981 r. w Fastach na około 5 tys. pracowników do Związku należało ok. 4 tys.; był to silny związek zawodowy, robotniczy, ale brakowało mocnego, intelektualnego wsparcia, choć "Fasty" weszły do Sieci Wiodących Zakładów. Stan wojenny. Kilku trafiło do internatu, wielu stawiało pytanie jak przetrwać. Z pomocą przyszło Duszpasterstwo Ludzi Pracy. Ukazywało się pismo podziemne, były ulotki (w ogóle prasa docierała), ale i liczne aresztowania, szykany, potem zbiórki pieniędzy. Nastały długie miesiące "normalizacji" - opór wygasł, ale część i to przetrwała. Ubiegłoroczna szansa na ponowną rejestrację Związku została przyjęta z umiarkowanym optymizmem. Po relegalizacji "Solidarności" w zakładzie zaczyna się coś dziać - m.in. pojawiła się inicjatywa odzyskania bloków mieszkalnych budowanych w pobliżu zakładu, wielu pracowników wzięło aktywny udział w kampanii wyborczej. Teraz zaczyna się diabelnie trudny okres - "Solidarność" przechodzi od kierunku roszczeniowego do współodpowiedzialności. Nowe deklaracje członkowskie złożyło ok. 1200 osób na ok. 4350 pracowników (dużo to czy mało ?). Brakuje działaczy, jeszcze gorzej z ich przygotowaniem, samodzielnymi propozycjami działania, a dochodzi do tego jeszcze "fastowski prowincjonalizm". Trzeba myśleć kategoriami ponadzakładowymi (nasz człowiek - nie nasz człowiek), trzeba ludzi do roboty związkowej.
    Po przemówieniu Jamiołkowski odczytuje projekt działalności Związku w zakładzie. Pojawia się nowa rzeczywistość, nowa jakość społeczna - głos zabiera dyrektor fabryki - "ale przecież "Solidarność" faktycznie działała i wcześniej". Gratuluje i składa życzenia obradującym, "nie jako zdawkowe", ale "jako życzenia autentyczne". Szkoda, że dyrektor po przerwie opuszcza salę, powinien chyba - moim zdaniem - dokładniej przyjrzeć się tym obradom. Przemówień nie uwieńczają oklaski, nikt nie oklaskuje i dwóch zdawkowych zdań wygłoszonych przez przewodniczącą związku opezetzetowskiego.
    Dyskusja. Pamiętam burzliwe spory, jakie toczyły się w 81 r. na zebraniach związkowych - teraz może nastały nowe czasy, bo w dyskusji wzięło udział czterech, pięciu dyskutantów... Najwięcej emocji i kontrowersji wywołał punkt 2 projektu działania mówiący o uznawaniu statutu i uchwał krajówki z jednoczesną potrzebą przystosowywania się do potrzeb i realiów zakładu. I nie chodziło tylko o ustalenie wysokości składek związkowych (o czym za chwilę). Padały bowiem głosy za lub przeciw statutowemu podporządkowaniu się organizacji związkowej w zakładzie uchwałom krajówki. "Nie możemy ich tu upiększać", ktoś mówił o dyscyplinie związkowej albo o prawie do "przekształcania twórczego", do bardziej aktywnej postawy związkowców w zakładzie.
    W sumie dyskusja była dosyć nikła - stale ci sami ludzie zabierają głos, a Jurek Jamiołkowski odpowiada. Ktoś postuluje, aby dyskusja stała się pełniejsza, "bo przecież nie zebraliśmy się tutaj, żeby trzy razy podnieść rękę", ale i tak zdecydowana większość milczy, dopiero w przerwach na papierosa wybuchają spory.
    Jamiołkowski odczytuje ponownie poszczególne punkty projektu, by poddać je pod dyskusję . Punkt mówiący o udziale Związku we współodpowiedzialności - czy trzymamy z działaczami zebranymi wokół Wałęsy ? Nie ma dyskusji...
    Po odczytaniu zapisu o konieczności zniesienia nocnej zmiany kobiet ktoś mówi, że bez nocnej zmiany pracy kobiet stanie w zakładzie robota. Stanisław Marczuk (który nieco spóźnił się na obrady): " Jestem za zniesieniem nocnej pracy kobiet. Przecież Związek ma bronić ludzi, a nie zakładu pracy". Jakiś mężczyzna dodaje: "Musimy dążyć do tego, by kobieta w ogóle nie musiała pracować !"
    Dyskutowano nad tym, czy działacze związkowi, przynajmniej przewodniczący KZ, mają pracować społecznie czy na etatach. Odniosłem wrażenie, że długoletnie przyzwyczajenia pracy podziemnej wzięły górę - wielu delegatów nie zgadzało się z koniecznością etatowej pracy szefa KZ.
    O fastowskiej propozycji zmniejszenia składek z 1% do 0,5 % mówiło się od pewnego czasu. W obradach padały glosy, zwłaszcza pań, które w tej części dyskusji wzięły większy udział, o niskich zarobkach, o podwyżkach cen. "A jak będzie 0,5 %, to kobiety na moim wydziale do Związku się zapiszą", "Czy lepiej, żeby było kilkanaście osób w "Solidarności" na wydziale i płaciły większe składki, czy żeby było kilkadziesiąt członków, którzy płacą po 0,5% ?". Były też głosy za utrzymaniem 1%, "przecież nie powinniśmy zmieniać ustaleń krajowych", "Związek musi być bogaty, ale niech należą do niego ludzie świadomi, którzy oddadzą te pół procenta". "Lepiej , żeby było nas mniej, ale za to bardziej ofiarnych".
    O co chodzi w tym pomyśle prócz zachęcenia pracowników do wstępowania do Związku ? Otóż przy wysokości składek dotychczasowych, czyli 1%, 25% idzie na potrzeby regionu, 75% zostaje w KZ (w tym zasiłki statutowe - Przyp. red). Przy wysokości natomiast 0,5 % - 50% do regionu i 50% na zasiłki statutowe. Popierający wariant drugi argumentują, że region nic nie traci, zapominają natomiast, że ich KZ zostanie zupełnie bez pieniędzy. Ten ostatni argument również padł, a bojowe panie z przędzalni zapewniły, że pracownicy będą zbierać - jak zaistnieje taka potrzeba - dodatkowe składki.
    Szefowie komisji wydziałowych składali relacje - z ich wypowiedzi wynikało, że zdania były podzielone mniej więcej po równo, ale w ostatecznym głosowaniu delegaci ustalili wysokość składek na 0,5 %, dopisując w programie działania, że postanowienia te mają charakter czasowy.
    Myślę, że pracownicy "Fast" tak nie do końca zostali poinformowani, w czym leży problem. Może, gdyby działacze związkowi przedstawili sprawę płacenia 1% jako fakt oczywisty, a niezdecydowanych przekonali, że Związek jest biedny jak mysz kościelna, że nareszcie nie należy z różnych względów stwarzać odstępstw od krajowych ustaleń, że motywacja w przynależności do związku zawodowego "Solidarność" winna przewyższać kwestię płacenia pół czy całego procenta składek, "Solidarność" w "Fastach" byłaby liczniejsza i nikt nie kwestionowałby tak małej sprawy.
    Przeprowadzono wybory na nowego przewodniczącego KZ , ponieważ Jurek Jamiołkowski definitywnie zrzekł się tej funkcji. Większością głosów delegaci wybrali Mirosława Zwitka. Wybrano także pełny skład KZ.
    Niestety skromne łamy naszego "Biuletynu" nie mogą pomieścić pełniejszej relacji, a szkoda, ponieważ wybory w "Fastach", obok "Uchwytów" najważniejszym zakładzie pracy w Białymstoku, to początek zasadniczego w tej chwili procesu organizacyjnego krzepnięcia Związku w regionie.
    Krzysztof Sawicki Biuletyn Informacyjny "Solidarność" numer 175 z 11 lipca 1989 r.


    Sposób na odzyskanie majątku

    Aby działać skutecznie, nie wystarczy mieć słuszne zamiary, ale także środki na ich realizację. Wśród tych środków niebagatelną rolę pełnią pieniądze. Komisjom zakładowym pieniędzy brakuje - ten fakt sygnalizują one raczej powszechnie. Coraz więcej komisji w naszym regionie zdaje się wychodzić z organizacyjnych powijaków, czego wyrazem jest m.in. to, że zbierane są normalne składki członkowskie, niemniej z trudem wystarczają one na statutowe świadczenia. A z czego finansować działalność na rzecz swoich załóg, przekształcać rzeczywistość, wypełniać cele, jakie postawiła sobie "Solidarność" ?
    Pieniądze komisje ongiś miały, po 13 grudnia odebrano je. Jak odzyskać majątek związkowy ? - to pytanie należy do najczęściej stawianych przez odwiedzających Zarząd Regionu działaczy związkowych. Niestety, ustalenia "okrągłego stołu" w tej materii nie są optymistyczne. Można próbować odzyskiwać symbole, majątek rzeczowy, nawet archiwa, lecz nie środki finansowe. Piszę "próbować" nie bez powodu, w praktyce bowiem to, co można, często okazuje się nie do odzyskania.
    Sytuacja nie wydaje się jednak beznadziejna. Przykładem niech będzie moja macierzysta, fastowska komisja. Ostatnio otrzymaliśmy znaczący zastrzyk finansowy - kwotę 5 milionów złotych. Z tego co wiem, nie jesteśmy wyjątkiem w regionie. Nie nastąpił bezpośredni wzrost majątku, ale rodzaj bezpośredniej rekompensaty. Na wniosek Komisji, Rada Pracownicza uznała racje zakładowej "Solidarności" i moralne prawo do rekompensaty poniesionych strat. Obyło się to spokojnie, bez emocji i zacietrzewienia. Ze zrozumieniem naszych racji - jak się zdaje -przyjęli to również działacze SNZZ Pracowników BZPB "Fasty". Wszystkim, którzy zechcą pójść za przykładem "Fast", zalecałbym właśnie spokój, racjonalność argumentów, a nie bezkompromisowe udowadnianie krzywd. Dęcie w bojowe surmy może i poprawia samopoczucie, ale niekoniecznie jest skuteczne.
    Jakie "tytuły" wysunęła Komisja Zakładowa ? Po pierwsze, że nie cały majątek rzeczowy został zwrócony. Zginęło (nie udało się ustalić za czyją sprawą) ponad 3 tys. zakładowych znaczków "Solidarności", które miały być przekazane członkom. A po drugie, w wyniku decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego przepadło od 450 do 600 tys. złotych. W tej kwocie około 134 tys. zł, pochodzących z dobrowolnej zbiórki załogi, przeznaczonych na ufundowanie dwóch chorągwi - w kościele i cerkwi.
    Nasze argumenty w przypadku znaczków okazały się oczywiste. One się nam należały, choćby na podstawie ustaleń "okrągłego stołu". Podobnie bezdyskusyjna była sprawa pieniędzy pochodzących ze zbiórki załogi na chorągwie. Moralne zobowiązania i długi należy szanować.
    Najsłabiej - wydawało by się - przedstawiała się nasza argumentacja dotycząca utraconych pieniędzy z konta Komisji. Faktem jest bowiem, że w momencie utworzenia w 1983 roku SNZZ Pracowników BZPB "Fasty" pieniądze te zostały przekazane jego zarządowi i zostały wypłacone w formie zasiłków statutowych, z tym, że wypłacano je wówczas wszystkim pracownikom "Fast". Fakty te jednak stanowiły niezbity dowód, że m.in. dzięki pieniądzom "Solidarności" nowy związek uniknął normalnych kłopotów startowych, był uprzywilejowany. Obecnie nasz sytuacja jest w jakimś sensie podobna, tyle, że nam pieniędzy nikt nie przekazuje. Mówiąc o równorzędności związków zawodowych w zakładzie i abstrahując od możliwości finansowych, uprawia się jedynie propagandę; my też chcielibyśmy ofensywnie, oczywiście z myślą o całej załodze. Wreszcie - argumentowaliśmy - nowy związek był dotowany, na co są dowody, m.in. w uchwałach Rady Pracowniczej i stąd nasz wniosek nie stanowił precedensu.
    Problemem było oczywiście, na ile te wszystkie nasze "tytuły" wycenić. Były koncepcje liczenia wg stopy wzrostu inflacji - wówczas ta kwota byłaby wyższa. Przeważyła opinia, że rachunek wyznaczać powinny dwa kryteria , to jest konieczność wypełnienia moralnych długów i potrzeba wypełniania normalnych funkcji związkowych. Związek nie powinien bowiem ograniczać się jedynie do wypłaty tego, co w statucie jest zapisane jako obowiązek, ale realizować cele szersze, wynikające tak z programu, jak i potrzeb całej załogi. W tym drugim przypadku musi mieć identyczne możliwości jak związek opezetzetowski i tak wyszło nam wspomniane 5 milionów złotych.
    Już teraz zamówiliśmy wykonanie 3 tys. znaczków zakładowych. Będą one identyczne (to warunek) jak utracone. Ci, którzy byli wierni "Solidarności", otrzymają je za darmo. Przekazaliśmy 300 tys. zł na budowę kościoła Św. Kazimierza, 200 tys. zł na budowę cerkwi Św. Ducha i 100 tys. na epitafium ks. Popiełuszki w Suchowoli. Od zamiaru ufundowania chorągwi odstąpiliśmy z dwóch powodów. Po pierwsze, realizacja obecnie tych zamysłów kosztowałaby niewspółmiernie więcej, po drugie - obie świątynie są w budowie i pieniądze na ten cel przeznaczone są równie ważne.
    Co zamierzamy zrobić z resztą pieniędzy ? Pomysłów jest wiele, m.in. utworzenie Klubu Książki Niecenzurowanej, dofinansowanie pobytu dzieci z Lidy (Białoruś) w kraju, na koloniach, częściowe dotacje do Pielgrzymki Duszpasterstwa Ludzi Pracy, wreszcie finansowanie działalności o charakterze socjalnym na rzecz całej załogi. O sposobie wydatkowania zadecyduje życie. W fastowskiej Komisji istnieje zgoda co do tego, że jak najszybciej należy rozpocząć działalność gospodarczą. Dopiero wtedy będzie można mówić o niezależności finansowej Związku. Należy pilnie sprecyzować statutowe ustalenia naszego Związku dotyczące działalności gospodarczej. Rzeczywistość daleko wyprzedziła uwarunkowania lat 1980 - 1981, kiedy statut był tworzony.
    Jerzy Jamiołkowski Biuletyn Informacyjny "Solidarność" numer 177 z sierpnia 1989 r.


    Nie możemy być związkiem od cebuli

    z Jerzym Jamiołkowskim, delegatem z BZPB "Fasty" rozmawia Robert Tyszkiewicz
    "Tygodnik Białostocki": Po zakończeniu pierwszej tury WZD okazało się, że z największej w regionie organizacji zakładowej "S" w BZPB "Fasty" nikt nie kandyduje do zarządu regionu. Dlaczego?
    Jerzy Jamiołkowski: Dlatego, że związek jest w tej chwili słaby, komisje zakładowe opierają się na wąskim gronie działaczy i nas po prostu nie stać na luksus marnowania tych ludzi. Dlaczego marnowania? Czekają nas w tej chwili zbyt poważne problemy, na które musimy sami w zakładzie odpowiedzieć.
    Jacy zatem ludzie powinni trafiać do Zarządu Regionu?
    Przede wszystkim profesjonaliści. Gdyby to ode mnie zależało, zmniejszyłbym też liczebność tego ciała. Zarząd jest potrzebny jako pomoc, ubezpieczenie działań komisji zakładowych. Jeżeli chcemy się nazywać związkiem zawodowym, to musimy zdawać sobie sprawę, że podstawowe problemy znajdują się w zakładach pracy.
    Czy dotychczasowy Zarząd spełniał te wymogi?
    Najwięcej energii we współpracy z Zarządem pochłaniało przekonywanie do rzeczy oczywistych. Nie było jasnego określenia się związku wobec istniejącej sytuacji. Podrzucano zarządowi tematy zastępcze, w których wikłał się i tracił zwyczajnie czas. A robiły to często instytucje, które same mianowały się do ich rozwiązania. Dlatego związek musi pilnie określić swoją pozycję. Czy ma być związkiem, a jeśli tak to jakim? Związkiem od dzielenia cebuli, czy też związkiem zajmującym się ubezpieczeniem przejścia przez trudny okres reform, posiadającym koncepcje obrony pracownika? I nie może odbywać się to na zasadzie "ludzie uwierzcie, że to dobre, bo to nasi wymyślili", lecz przez aktywne działanie.
    Z tego by wynikało, że "Solidarność" nie ma dziś programu odpowiadającego potrzebom struktur zakładowych?
    Oczywiście. Twierdzenie, że na drodze do gospodarki rynkowej nie są potrzebne silne związki jest samobójstwem politycznym. Związek nie może być wyposażony jedynie w apele, musi mieć sprawne środki do działania. O to walczymy w naszej komisji zakładowej. Przygotowujemy się na najgorsze i kiedy zajdzie taka potrzeba, będziemy ludziom pokazywać, że bezrobocie i upadłość przedsiębiorstw jest nie tylko zagrożeniem, ale i pewną szansą, którą można wykorzystać. Tylko, że ludzie dadzą się przekonać jedynie przez rzetelną informację, a nie na zasadzie zawierzenia. Muszą też mieć pewność, że w sytuacji wybuchu rozpaczy, związek ich nie opuści. Nasza komisja zakładowa jest gotowa w obronie pracowników wystąpić przeciw programowi naszego rządu. Dobrowolna rezygnacja z własnego, związkowego stanowiska byłaby poważnym zagrożeniem już nie tylko dla pracowników, ale szerzej - dla demokracji w Polsce. Groziłaby powstaniem nowej nomenklatury, być może kapitalistycznej, ale jednak nomenklatury.
    Jakie zatem widzisz możliwości działania związku na płaszczyźnie społecznej?
    Chciałem zgłosić podczas pierwszej tury WZD uchwałę, aby przyspieszyć prace przygotowawcze wokół wyborów do samorządu lokalnego nie czekając na ustawę. Wychodziłem z założenia, że to my będziemy wybierać nowych ludzi. I pomimo, że mój projekt upadł, mam tę satysfakcję, że już następnego dnia dowiedzieliśmy się z telewizji, iż Wałęsa i Mazowiecki wystąpili o przyspieszenie terminu wyborów. Niepowodzenie mojego projektu wynikło, moim zdaniem, z dwóch przyczyn. Po pierwsze społeczeństwo wciąż jest bardzo bierne i chętnie oddaje inicjatywę, woli aby ktoś zrobił wszystko za nie. Po drugie jednak, sądzę, że nie bez wpływu była tu pewnego rodzaju manipulacja ze strony przedstawicieli Komitetu Obywatelskiego Ziemi Białostockiej, którzy, jak się wydaje, troszczą się o zachowanie monopolistycznej pozycji w tworzeniu przyszłego samorządu terytorialnego. Nie wyobrażam sobie sytuacji, aby przygotować wybory samorządowe w Białymstoku bez szerokiego udziału komisji zakładowych. To trzeba robić już przed wszystkimi szkoleniami.
    W przeciwnym razie, zamiast autentycznych działaczy, wejdą do samorządu - przy powszechnej bierności społeczeństwa - ludzie, którzy chętnie lubią być wybierani na rozmaite stołki. Byłaby to wielka strata dla procesu demokratyzacji w Po1sce.
    Dziękuję za rozmowę.
    Tygodnik Białostocki numer 12 z 3 lutego 1990 r.


    KTO SIĘ CZEGO BOI

    "Niech pan powie, o co tu chodzi?" - zapytał mnie jeden z delegatów podczas przerwy drugiego dnia obrad. I rzeczywiście, dyskusja wokół Porozumienia Komisji "Solidarności" z dużych zakładów pracy, choć rozruszała uśpioną nieco salę, nie wyjaśniła niemal niczego. Frontalny atak przypuszczony na sygnatariuszy Porozumienia oparty był, niestety, bardziej na domysłach niż argumentach. Czy jednak okrzyki o "rozbijackiej robocie" były całkiem nieuzasadnione? Czy nie chodzi tu o podważenie pozycji nowo wybranego Zarządu Regionu? Dyskusję zakończono, a podejrzenia zostały.
    W regionie białostockim toczy się specyficzna gra między dużymi i małymi zakładami pracy. Oficjalnie nikt tej sprawy nie przedstawiał ale jest wystarczająco wiele dowodów, że takie zjawisko ma miejsce. Wynika ono z samej struktury ekonomicznej naszego regionu, gdzie ogromna większość przedsiębiorstw to firmy niewielkie, w których związek liczy od 50 do 200 członków i - szczerze mówiąc - jest raczej słaby. Na palcach można natomiast policzyć komisje zakładowe przekraczające 500 członków, bo i przedsiębiorstw wielkoprzemysłowych nie ma na Białostocczyźnie wiele. Ala za to "Solidarność" jest w nich najsilniejsza. Jak ten problem rozwiązać w sposób demokratyczny?
    Najprościej byłoby - czego domagali się między innymi delegaci "Fast" i "Uchwytów" podczas ubiegłorocznej dyskusji nad ordynacją wyborczą - zastosować żelazne prawo proporcjona1ności przy wyborze delegatów tak, aby każdy z nich reprezentował tę samą ilość członków związku. Wtedy jeden delegat byłby przedstawicielem kilku małych komisji zakładowych. Zebranie przewodniczących komisji zakładowych, w którym większość miały małe ogniwa związku, odrzuciło, rzecz jasna, takie rozwiązanie. Każda komisja zakładowa otrzymała gwarancję wyłonienia przynajmniej jednego delegata. I to przesądziło sprawę. Wielkie zakłady znalazły się na forum walnego Zebrania w zdecydowanej mniejszości.
    Konsekwencją tego stanu rzeczy była postawa delegatów z tych zakładów podczas I tury WZD. Tylko jeden przedstawiciel "Uchwytów" zgodził się kandydować do Zarządu, zaś "Fasty" pretendowały - jednoosobowo - jedynie do reprezentacji na zjazd krajowy. Oznaczało to praktycznie bojkot wyborów. Z jakiego powodu? Twierdzenie, że działacze są przygniecieni nawałem pracy w zakładzie nie wydaje się przekonujące. Argumentów trzeba szukać gdzie indziej.
    Po pierwsze, wielkie przedsiębiorstwa przemysłowe są dziś szczególnie zagrożone. To je właśnie dotknie najbardziej bezrobocie, to w nich konieczne przekształcenia strukturalne muszą być najgłębsze i najkosztowniejsze. Stąd zależało im - i zależy - aby w obronie ich interesów pracowniczych występował także Zarząd Regionu. Świadomość, że będzie on zdominowany przez małe komisje zakładowe, które mają odmienne problemy, mogła być powodem odmowy kandydowania.
    Po drugie, przewaga małych komisji na forum WZD pozwalała wątpić, czy w ogóle ktoś z dużych zakładów przejdzie przez sito wyborcze. Obawa ta okazała się, niestety, prorocza. Nawet przewodniczący KZ w "Fastach" i "Biazecie" przepadli w głosowaniu.
    Po trzecie, duże prawdopodobieństwo, że przewodniczącym ZR zostanie - preferujący małe komisje - Stanisław Marczuk, także wpłynęło na decyzje wielu znanych działaczy z "Fast" czy "Uchwytów". Trzeba jasno powiedzieć, że nie byli oni zadowoleni z dotychczasowej współpracy z przewodniczącym i w zdecydowanej większości głosowali na jego konkurentów.
    Czy są to argumenty wystarczające do uzasadnienia postawy największych komisji zakładowych i czy była to postawa najwłaściwsza, ocenią członkowie związku. Czy z kolei wyraźnie lekceważący stosunek niektórych delegatów z mniejszych zakładów do tych komisji nie był zbyt pochopną pewnością siebie? Daleki byłbym od ferowania zarzutów "rozbijackiej roboty" wobec Porozumienia, powołanego przez "Uchwyty", "Fasty" i "Biazet". Istnieją wszelkie szanse, aby stało się ono aktywną formą współpracy z Zarządem Regionu tych najbardziej doświadczonych, a nie reprezentowanych w regionalnych władzach związku komisji.
    Te cztery wspólnie spędzone dni ożywiły wreszcie trochę anonimową twarz regionalnej "Solidarności". Na szerokim forum pojawili się konkretni ludzie i różne poglądy. Na tym polega największa korzyść z demokracji, że można się wzajemnie uczyć. Oby zechciały wykorzystać tę szansę wszystkie komisje zakładowe. I więcej zaufania koledzy związkowcy.
    Robert Tyszkiewicz Tygodniki Białostocki numer 14 z 7 lutego 1990 r.


    Znowu w opozycji?(fragmenty)

    Zbliżający się zjazd "Solidarności" stał się dla redakcji "TB" okazją do zaproszenia paru działaczy, by porozmawiać o stanie i perspektywach związku. W dyskusji udział wzięli: Lech Cygler - przewodniczący KZ, Jerzy Jamiołkowskl - członek KZ "S" "Fasty", Wojciech Łowiec - wiceprezes ZR "S", delegat, Tadeusz Sosnowski - przewodniczący KZ "S" FPiU, Robert Tyszkiewicz - członek Prezydium ZR, delegat.
    Przedstawiamy zapis rozmowy przeplatany opiniami pracowników "Fast" na temat "Solidarności".
    Red. Zacznijmy od paru oczywistych stwierdzeń. W porównaniu z rokiem 1981 związek zawodowy "Solidarność" jest dużo słabszy zarówno pod względem liczby członków, jak i swojej zdolności do skutecznego działania. Lecz mimo to w dalszym ciągu stanowi główną siłę przemian antytotalitarnych w Polsce. Dzieje się tak między innymi dlatego, że na "Solidarność" jako związek zawodowy spływa część aury "nowej władzy". Obserwujemy utrwalenie się fenomenu związku "pro rządowego". Jednak znane nam mechanizmy rządzące ruchem związkowym każą stwierdzić, że mamy do czynienia z sytuacją specyficzną, niejasną i tymczasową. Dlatego duże nadzieje wiążemy ze zbliżającym się zjazdem "Solidarności", na którym związek zawodowy musi się w końcu określić, musi sobie odpowiedzieć na pytanie, w czym ma tkwić jego siła i znaczenie. Jak zatem panowie wyobrażają sobie oblicze "Solidarności" po zjeździe?
    Jamiołkowski: Czy ta siła wyniknie ze zjazdu? Trzeba przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, jaka powinna być dalej rola związku. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że powinien on ograniczyć zakres swego działania...
    Sosnowski: Ja również sadzę, że "Solidarność" wkrótce powróci do spraw rewindykacyjnych i roszczeniowych. Wiąże się to z procesem prywatyzacji gospodarki...
    Tyszkiewicz: Nie w pełni zgadzam się z twierdzeniem, że "Solidarność" jest związkiem pro rządowym. Jest "pro rządowa" , ale w specyficznym sensie. Na pewno nie spływają nań jakieś profity. "Solidarność" wyłoniła rząd, który musi - co dla wszystkich jest oczywiste - podjąć pewną ilość niepopularnych decyzji. "Solidarność" musi więc czuć się współodpowiedzialna za powodzenie reform kierowanych przez rząd. Dlatego kiedy mówimy o odzyskiwaniu przez "Solidarność" związkowego charakteru, to dla mnie podstawowe znaczenie ma fakt, że ta operacja może przyczynić się do obalenia rządu i zastopowania jego reform. Czy w sytuacji elementarnej współodpowiedzialności nie powinniśmy tezy o konieczności powrotu do związkowych korzeni "Solidarności" włożyć między bajki ?
    Jamiołkowski: Lecz związek nie może już działać w ten sposób, że wszelkim posunięciom rządu daje "carte blanche". Musi określić granice, których przekroczyć nie można. Mogą to być na przykład sprawy płacowe...
    Łowiec: Są jeszcze inne aspekty "sprawy Solidarności". Wiadomo na przykład, że większość zakładów w naszym regionie będzie związana nie ze skarbem państwa, a z samorządem terytorialnym. Staną one przed dylematem rozproszenia: nowe samorządy zlikwidują większość tych "czapek" wojewódzkich. W wielu zakładach "Solidarność" broni tych struktur, gdyż ma tam swoich członków. To brutalna prawda. Uniknięcie wielu niepotrzebnych konfliktów zależy od udziału w pracach Związku sił eksperckich, które w sposób kompetentny orzekałyby, czy decyzje likwidacyjne są uzasadnione.
    Jamiołkowski: Problemem jest również wdrożenie związku do walki o własność we własnym zakładzie. Przemiany własnościowe, które przychodzą "z zewnątrz" niczego dobrego nie wróżą.
    Łowiec: Nie generalizowałbym tego problemu. Są zakłady, w których prywatyzacja będzie procesem zewnętrznym, sterowanym odgórnie, ale są i takie, w których musi to być ruch od dołu. W nowej rzeczywistości gospodarczej powinno być miejsce i dla przedsiębiorstw państwowych, i dla akcjonariatu pracowniczego, i dla kapitału zagranicznego, ale i dla przedsiębiorstw czysto związkowych.
    Sosnowski: Sądzę też, że komisje zakładowe powinny mieć osobowość prawną. Już wkrótce może bowiem zabraknąć pieniędzy na prowadzenie ekonomicznej działalności związkowej.
    Cygler: Związek odzyska swoją tożsamość wtedy, gdy będzie się zajmował nie tylko sprawami płacowymi, a tym wszystkim, co w sposób istotny wiąże się z działalnością gospodarczą przedsiębiorstwa. Musimy być partnerem dla administracji, lecz to wymaga od nas fachowości.
    Red: Co w takim razie z reprezentacją polityczną związku ? Czy "Solidarność" powinna wyłonić partię polityczną ?
    Tyszkiewicz: Wydaje się, że większość członków związku opowiada się za wariantem, wedle którego "Solidarność" bardzo wybiórczo spełnia swoje funkcje polityczne. Zabiera głos w sprawach, które "ocierają się" o politykę, lecz nie wyłania z siebie osobnej partii. Z drugiej jednak strony wszyscy wiemy, jak słaby i pozbawiony społecznej bazy jest ruch partii politycznych. Nie wierzę, by do wiosennych wyborów parlamentarnych nastąpiły w tej dziedzinie istotne zmiany na lepsze i z przerażeniem spoglądam w przyszłość, w której może się zdarzyć, że "Solidarność' znowu zostanie zmuszona - przez słabość partii - do wysuwania kandydatów.
    Cygler: Postawa członków "Solidarności" jest dwuznaczna. Większość rzeczywiście jest przeciwna wykreowaniu ze związku partii politycznej. Z drugiej jednak strony ludzie przyzwyczaili się do odgrywania znaczącej roli politycznej i trudno przypuszczać, by łatwo z tego zrezygnowali.
    Łowiec: Trzeba pewne sprawy sprowadzić na ziemię. Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że każda działalność opierająca się o tak dużą grupę ludzi, jaką są członkowie "Solidarności", jest działalnością polityczną - chcemy tego, czy nie. Natomiast istota roli politycznej związku sprowadza się do pytania, czy jako związek chcemy przejąć władzę - taki jest cel każdej partii, czy też chcemy pozostać związkiem i patrzeć władzy na ręce.
    Tyszkiewicz: Chciałbym postawić kropkę nad "i" . Uważam, że przeciąganie tej dwuznacznej sytuacji, kiedy nie wiadomo, czy "Solidarność" jest związkiem zawodowym, czy rodzajem partii politycznej kreującej nową władzę, jest zabójcza tak dla "partii" , jak i dla związku. Jako partia "Solidarność" - ze względu na tę dwuznaczność - nie dynamizuje przemian, jako związek - traci popularność, bo brakuje jej - charakterystycznej dla ruchu związkowego - jednoznaczności. Czy czasem sytuacja, w której się znaleźliśmy - z jednej strony wspieramy reformy systemu gospodarczego, z drugiej - bronimy interesów pracowników, czy ta sytuacja nie jest zabójcza dla jednej, jak i drugiej sprawy.
    Red: Zamykając nasza dyskusję powiedzmy, jakie problemy zjazd musi koniecznie rozstrzygnąć, by związek odzyskał tożsamość.
    Łowiec: Zjazd powinien doprowadzić, wykorzystując wpływy "Solidarności" w OKP, do zmian prawa pracy umożliwiających związkowi wgląd w sytuacje ekonomiczną przedsiębiorstw. Związek powinien mieć jakiś oręż... W tej chwili żaden związek zawodowy w tym kraju nie jest w stanie realizować swoich zadań statutowych, bo mu prawo na to nie pozwala.
    Tyszkiewicz: Niezbędna jest również cała seria zmian statutowych zapewniających skuteczną ochronę bezrobotnych, a jeszcze dokładniej - bezrobotnych absolwentów, ludzi, którzy nie wstąpili do związku, gdyż nie mieli takiej okazji. Druga sprawa domagająca się ścisłego określenia to wysokość minimum socjalnego - minimalnej płacy i minimalnego zasiłku dla bezrobotnych.
    Jamiołkowski: Chciałbym, aby zjazd określił wyraźnie, kiedy skończy się okres ochronny dla programu Balcerowicza, kiedy będziemy mieli możliwość kształtowania płac jako współgospodarze zakładu.
    Sosnowski: Zjazd powinien zadecydować w jakich wymiarach możemy być związkiem opozycyjnym.
    Cygler: Chciałbym, aby zjazd doprowadził do unormowania luk prawnych. Dla administracji zakładowej podstawa prawna działalności związku powinna być czytelna i brzmieć jednoznacznie.
    Red.: Dziękujemy za rozmowę.
    Dyskusję opracował : Zbigniew Suszczyński


    Mówią pracownicy Fast:

    Mirosław Z. (mistrz) - Sytuację związku najlepiej oddaje fakt, że brakuje jakiejkolwiek dyskusji programowej przed Zjazdem. Ta cisza niedobrze wróży. Aby związek odzyskał siły musi odbudować swój autentyzm, zdecydowanie więcej uwagi poświęcać sprawom pracowniczym. Ale nie może być tak, że Komisja Zakładowa nie wie, co robią władze związku, o czym rozmawiają z rządem. Jeśli nie nastąpi odblokowanie przepływu informacji z góry, ze związkiem będzie coraz gorzej.
    Ireneusz Sz. (robotnik) - "Solidarność" zaczyna działać jak PZPR, w której niewielka grupa ludzi decydowała za wszystkich. I u nas zaczynają się pchać do władzy tacy, co z robotnikami nie mają nic wspólnego. Bardzo często są to ludzie z PZPR.
    Anonim (osoba, która zastrzegła nawet inicjały) - To tacy sami złodzieje jak partyjne.
    Tygodnik Białostocki numer 23 z 21 kwietnia 1990 r.
     
     
  • [strona główna] | [o mnie] | [z rady] | [korzenie] | [o psach] | [poczta]